Anabella – Rozdział CXXXIV
„Dobra, załatwione” – odetchnęła Iza, odłożywszy telefon na biurko szefa. – „Teraz wracamy na salę. Ciekawe, czy Zuzia już jest?”
„Dobra, załatwione” – odetchnęła Iza, odłożywszy telefon na biurko szefa. – „Teraz wracamy na salę. Ciekawe, czy Zuzia już jest?”
– Dobra, to teraz stańcie tutaj równo w szeregu – polecił koleżankom przejęty swoją rolą Chudy.
– Czyli jednak nie chodziło mu o Lodzię? – upewnił się Majk, stawiając na biurku talerz zupy przyniesiony z kuchni. – O, proszę… tu jest łyżka. Jesteś tego pewna?
– Proszę mi wybaczyć te niedogodności, pani Izo – powiedział Krawczyk, kiedy po zakończeniu interwencji zespołu obsługi Iza z powrotem zajęła swoje miejsce na krześle i z przyjemnością zanurzyła usta w świeżej kawie. – Niestety mój stan zdrowia ma swoje wymagania.
Nawigacja zamontowana na przedniej szybie peugeota wskazywała Izie, że znajduje się już niedaleko celu.
Kiedy Iza i Pablo wyszli do ogrodu, dość mocno już podchmielone towarzystwo, które, zażywszy wieczornych przechadzek po okolicy, zebrało się na nowo, by kontynuować rozmowy przy piwie, powitało ich gromkim okrzykiem radości.
– Iza, dolać ci soku? – zapytała Lodzia. – Nie? Na pewno? A tobie, Jula?
„Dlaczego tak mi źle?” – myślała smutno Iza, czesząc włosy przed wąskim lustrem w łazience na stancji.
– Kurde – mruknął Zbyszek, niechętnie przejmując z rąk Izy paczkę z banknotami. – Serio tego nie chce?
– Ciocia! – powtórzył z radością mały Edzio, wskazując paluszkiem na Izę.