Anabella – Rozdział CCXXXVIII
– Ej, szybko, gdzie jest Iza? – zapytała Klaudia, wpadłszy na Olę na korytarzu zaplecza. – Chyba na D, pomaga zapalać światełka na stolikach. A co?
– Ej, szybko, gdzie jest Iza? – zapytała Klaudia, wpadłszy na Olę na korytarzu zaplecza. – Chyba na D, pomaga zapalać światełka na stolikach. A co?
– Nie no, Iza, w tej kiecce po prostu wymiatasz! – stwierdziła z uznaniem Wiktoria, taksując wzrokiem sylwetkę Izy, na którą pochylała się Klaudia kończąca jej makijaż. – Pasuje ci ten kolor, wiesz? Nawet lepiej niż tamten srebrny, co miałaś na sylwestra.
– Dobra, to robimy tak – zadysponował Majk, kiedy wszyscy uczestniczący w pogrzebie przedstawiciele ekipy Anabelli znaleźli się na przycmentarnym parkingu. – Kto ma zmianę teraz, jedzie z Chudym albo z Tymem prosto do firmy, kto wieczorem, może zabrać się ze mną. Jadę na miasto, mam kilka spraw do załatwienia, mogę was przy okazji porozwozić.
Taksówka mknęła ulicami miasta całkiem szybko i dynamicznie, jednak nie na tyle, by Iza mogła mieć choć cień nadziei, że zdąży, zwłaszcza że co jakiś czas auto musiało zatrzymać się i poczekać na czerwonym świetle. Msza pogrzebowa zmarłej w weekend matki Lidii miała się rozpocząć w cmentarnej kaplicy na Majdanku o godzinie jedenastej, czyli już za kilka minut, więc nie ulegało wątpliwości, że dojedzie tam spóźniona.
– Słyszeliście? Krzemińscy wracają do Korytkowa w tym tygodniu – oznajmiła Dorota, dołączywszy do rodziny państwa Staweckich oraz Izy w czasie drogi powrotnej z kościoła. – To już postanowione. Roman wydobrzał po operacji, nabrał sił i wraca z powrotem przejąć kontrolę nad hotelem. Ma trochę odciążyć Michała, bo on ostatnio sam ogarniał całą firmę, a teraz chce odpocząć i zająć się przygotowaniami do ślubu. Normalne, nie? Przecież to już za trzy miesiące.
Knajpka, którą Iza z Małgosią Zielińską wybrały na tajne spotkanie, znajdowała się w jednej z bocznych uliczek odchodzących od rynku w Radzyniu i nie należała do zbyt wykwintnych, raczej przypominała pośledniej jakości bar. Jednak właśnie to Małgosia uznała za największy atut, zależało jej bowiem bardzo, by spotkanie, na które każda z nich dotarła niezależnie innym środkiem transportu, odbyło się w jak najściślejszej tajemnicy.
– Iza, jesteś? – zawołała w głąb domu Amelia, która właśnie wróciła z pracy i ściągała buty w przedpokoju. – Halo?
– To co, dziewczyny, chyba jednak pojedziemy do Suchej, co? – zapytała wesoło Beata, wskazując na okno. – Zobaczcie, już przestaje sypać, jeszcze trochę i się uspokoi, trzeba będzie tylko wykopać ze śniegu nasze samochody i możemy ruszać.
– Wrócisz na kolację, Iza? – zagadnęła Amelia przygotowującą się do wyjścia siostrę, wychylając się z salonu, gdzie popijała herbatę w towarzystwie męża i Doroty. – Czy będziecie coś jadły w Radzyniu?
No to jutro o 18.00 – potwierdziła smsem Emilia. – Na rynku przy pasmanterii.