Anabella – Rozdział CCXLIV
– Możesz sobie żartować, Oleńko – podjęła Wiktoria, kiedy uczestniczki zlotu czarownic wróciły z kuchni do salonu z dymiącą kawą i herbatą – ale w przypadku Kacpra musisz przyznać, że klątwa Anabelli zadziałała modelowo.
– Możesz sobie żartować, Oleńko – podjęła Wiktoria, kiedy uczestniczki zlotu czarownic wróciły z kuchni do salonu z dymiącą kawą i herbatą – ale w przypadku Kacpra musisz przyznać, że klątwa Anabelli zadziałała modelowo.
– Szkoda, że dzisiaj bezalkoholowo – westchnęła z żalem Klaudia, nalewając sobie do szklanki soku porzeczkowego. – Jednak lepiej się gada na wspomagaczu… no, ale dobra, jakoś to przeżyję, najważniejsze, że udało nam się spotkać.
– Rozumiem cię doskonale, elfiku – pokiwał głową Majk, kiedy po obiedzie i wstawieniu naczyń do zmywarki znów zasiedli na wersalce w salonie Izy, by kontynuować rozmowę.
– Jak ty się czujesz, elfiku? – zapytał z troską Majk, który około trzynastej wparował na Bernardyńską obładowany reklamówkami z jedzeniem. – Lepiej?
– Co do imion i konkretów, to masz rację – przyznał Pablo, dolewając sobie wody. – Nie będzie nam łatwo o tym gadać, zwłaszcza ciężko będzie zacząć, dlatego zostawmy to na razie… Chciałbym jednak, żebyśmy w swoim czasie wrócili do sprawy i omówili ją porządnie.
– Iza, szef cię szuka – oznajmiła Klaudia, przemykając obok niej z ręcznikiem papierowym i sprejem do czyszczenia blatów. – Zajrzyj na zaplecze, pytał o ciebie w kuchni.
– Ej, szybko, gdzie jest Iza? – zapytała Klaudia, wpadłszy na Olę na korytarzu zaplecza. – Chyba na D, pomaga zapalać światełka na stolikach. A co?
– Nie no, Iza, w tej kiecce po prostu wymiatasz! – stwierdziła z uznaniem Wiktoria, taksując wzrokiem sylwetkę Izy, na którą pochylała się Klaudia kończąca jej makijaż. – Pasuje ci ten kolor, wiesz? Nawet lepiej niż tamten srebrny, co miałaś na sylwestra.
– Dobra, to robimy tak – zadysponował Majk, kiedy wszyscy uczestniczący w pogrzebie przedstawiciele ekipy Anabelli znaleźli się na przycmentarnym parkingu. – Kto ma zmianę teraz, jedzie z Chudym albo z Tymem prosto do firmy, kto wieczorem, może zabrać się ze mną. Jadę na miasto, mam kilka spraw do załatwienia, mogę was przy okazji porozwozić.
Taksówka mknęła ulicami miasta całkiem szybko i dynamicznie, jednak nie na tyle, by Iza mogła mieć choć cień nadziei, że zdąży, zwłaszcza że co jakiś czas auto musiało zatrzymać się i poczekać na czerwonym świetle. Msza pogrzebowa zmarłej w weekend matki Lidii miała się rozpocząć w cmentarnej kaplicy na Majdanku o godzinie jedenastej, czyli już za kilka minut, więc nie ulegało wątpliwości, że dojedzie tam spóźniona.