Anabella – Rozdział CCLXII
– Tosiu, czekaj, dam ci podkładkę, żebyś nie pomazała stołu – oznajmiła córce Ania. – Podnieś na chwilę kartkę… o tak. Dobra, teraz możesz rysować.
– Tosiu, czekaj, dam ci podkładkę, żebyś nie pomazała stołu – oznajmiła córce Ania. – Podnieś na chwilę kartkę… o tak. Dobra, teraz możesz rysować.
Kiedy nastało czwartkowe popołudnie, prace nad przygotowaniem wystawy na temat współpracy walońsko-europejskiej zmierzały już do szczęśliwego końca, gdyż połączone ekipy z Centrum Kultury oraz z Grivegnée dopinały je właściwie na ostatni guzik.
Kropelki wody nadal spływały po szybie, teraz już jednak dużo wolniej, deszcz bowiem stopniowo tracił na sile. Słotna szaruga zlewała się z zapadającym powoli zmierzchem, a miasto zaczynało rozświetlać się coraz liczniejszymi światełkami, skrząc się w kroplach deszczu tuż przed oczami stojącej wciąż przy oknie Izy. Ta nie płakała już, zresztą tę jedną epizodyczną łzę, która wypłynęła w sumie bez powodu, trudno nazwać płaczem… Po prostu stała i próbowała nie myśleć o niczym, patrząc na skąpane w deszczu miasto w…
– Jedziecie z wystawą do Brukseli? – zdziwiła się Ania. – Ale kiedy? Na koniec stażu czy już w tym tygodniu? – Na sam koniec stażu – wyjaśniła Iza. – Tylko na jeden dzień, a potem będziemy wracać do Warszawy prosto stamtąd. – Tak – potwierdziła Marta. – Już nawet przebukowałam bilety na samolot. – Czyli włączyli was do składu ważnej delegacji? To duże wyróżnienie jak na stażystki – zauważył Jean-Pierre, a w jego oczach błysnęła duma i zadowolenie. –…
– Wypuścili Dana do domu! – oznajmiła z radością Marta, pokazując Izie swój telefon, na ekranie którego wyświetlone było zdjęcie Daniela stojącego z torbą podróżną przed wejściem do szpitala. – Widzisz? To jest fota tuż po wyjściu. Zdążyli wczoraj wypisać go w ostatniej chwili przed weekendem!
– Isabelle? – zagadnęła Chloé, zajrzawszy do sali, gdzie cały zaangażowany w przygotowywanie wystawy zespół intensywnie dopracowywał jej szczegóły. – Mogę cię prosić na słówko?
– Isabelle, mamy jeszcze foldery z programem festiwalu filmowego? – zapytała Romane w ferworze obsługi kłębiących się w sklepiku z pamiątkami klientów. – Czy poszła już ostatnia paczka?
– No więc dzwoniłam w tej sprawie do Justysi – oznajmiła Ania, dolewając sobie odrobinę soku pomarańczowego do szklanki. – Nie patyczkowałam się, tylko wprost zapytałam ją o Majka, powiedziałam, że o wszystkim wiem i że ma natychmiast zdać mi raport z frontu.
„Nie dam rady, zwariuję!” – myślała Iza, drepcząc w kółko między kuchnią a pokojem i nie mogąc znaleźć sobie miejsca. – „Muszę gdzieś wyjść, przespacerować się… wyciszyć te cholerne myśli! Nie ma opcji, żebym w ogóle otwierała komputer, i tak nic nie napiszę.”
– Zobaczcie, może być taki design? – zapytał Cédric, odwracając ku Izie i Marcie ekran swojego laptopa. – Czy wolicie, żeby tło było ciemniejsze?