[Recenzja] Helena Mniszkówna, „Trędowata”
Dziś przypomnę powieść, której nie wypada nie znać, bo choć krytycy byli sceptyczni i zaliczyli ją do kategorii „powieści dla kucharek”, czyli dzieł niezbyt ambitnych, za to mocno grających na emocjach, nie sposób zaprzeczyć, że od wielu dziesiątek lat zaczytują się w niej tłumy kobiet. Mowa oczywiście o Trędowatej, czyli słynnym melodramacie Heleny Mniszkówny, którego lektura wywoływała (i chyba dalej wywołuje) wypieki na policzkach czytelniczek i który na przestrzeni kilkudziesięciu lat doczekał się nawet niejednej ekranizacji.