Anabella – Rozdział XIII
– Martuś, nie gniewaj się, że tak cię zbyłam w poniedziałek – powiedziała ze skruchą Iza, kiedy usiadły we dwie na ławce niedaleko sali, gdzie miał odbyć się egzamin ustny z logiki.
– Martuś, nie gniewaj się, że tak cię zbyłam w poniedziałek – powiedziała ze skruchą Iza, kiedy usiadły we dwie na ławce niedaleko sali, gdzie miał odbyć się egzamin ustny z logiki.
Ponieważ pustawy o tej porze autobus, który wiózł ją na prywatkę u Lodzi, mijał dzielnice, których Iza jeszcze nie znała, wyglądała przez okno z jednej strony z ciekawością, z drugiej z wytężoną uwagą i naturalnym niepokojem, czy aby na pewno nie przeoczy właściwego przystanku.
– Umowę mamy podpisaną na razie na rok – spokojny głos szefa, siedzącego w luźnej pozycji na skraju stołu z jedną nogą nonszalancko opartą o stojące obok krzesło, rozbrzmiewał w niemal idealnej ciszy, mimo że w pomieszczeniu znajdowało się prawie dwadzieścia osób.
Gwar sobotniego wieczoru w Anabelli narastał wraz z liczbą gości, którzy coraz gęściej obsiadali stoliki i tłoczyli się wokół baru.
– Tak, i wyobraź sobie, jak mi szczęka opadła, kiedy go zobaczyłam – relacjonowała Iza, kładąc książki na parapecie pod salą wykładową i sięgając do plecaka po kanapkę. – On też od razu mnie skojarzył, ale przy wszystkich udawał, że się nie znamy. Zresztą fakt, że to w sumie żadna znajomość… O samym zatrudnieniu też rozmawiał ze mną dosyć oficjalnie.
Zgodnie z zaleceniem, dwadzieścia minut po osiemnastej Iza stawiła się w kamienicy przy Zamkowej sześć i z lekką tremą, charakterystyczną dla momentów poprzedzających kluczowe wyzwania, zeszła po kamiennych schodkach prowadzących do restauracji Anabella.
Mroźne styczniowe popołudnie miało się już ku końcowi, kiedy pociąg powoli wtoczył się na stację kolejową Lublin. Wysiadłszy na peronie, Iza ruszyła na przystanek autobusowy, by dojechać czymkolwiek do centrum.
Po kilku minutach wysiłków choinka ustawiona w samym rogu pięknie wysprzątanego pokoju pana Szczepana rozświetliła się ciepłym, migotliwym światłem wielokolorowych lampek. Iza uśmiechnęła się z satysfakcją.
„Zamkowa sześć” – powtórzyła w myśli Iza, sprawdzając numer na ścianie budynku, i skinęła głową z satysfakcją. – „Zgadza się, to tu”.
– A niechże się stryj raz ode mnie odczepi, co?! Kazania mi tu będzie prawił, stary zgred!