Anabella – Rozdział XXXIII
Już prawie dwa tygodnie upłynęły Izie na rozpaczy i cierpieniu. Michał milczał jak zaklęty. Milczał tym swoim straszliwym, lodowatym milczeniem, które znała od lat, a które było gorsze niż najgorsza kłótnia…
Już prawie dwa tygodnie upłynęły Izie na rozpaczy i cierpieniu. Michał milczał jak zaklęty. Milczał tym swoim straszliwym, lodowatym milczeniem, które znała od lat, a które było gorsze niż najgorsza kłótnia…
Kolejne dni upływały Izie na rozpamiętywaniu szczęścia, jakie znów stało się jej udziałem po czterech długich latach.
Muzyka płynąca z głośnika powoli przycichła, po czym nastawiony na cykliczne odtwarzanie utwór instrumentalny rozpoczął się od nowa.
– Dzisiaj zostanę u pana dłużej, panie Szczepciu – obiecała Iza, przyglądając się z troską bladej i jakby pożółkłej twarzy staruszka.
– Iza, jeszcze tylko tobie nic nie mówiłyśmy – zagadnęła Basia, kiedy po przygotowaniu sali kelnerki zabrały się za przebieranie w jednakowe czarno-białe sukienki, w których miały wystąpić na koktajlu. – Pracowałaś przy remoncie w łazience i nie było okazji.
– Dwa milimetry bliżej musicie ciąć – ostrzegła Iza, przyglądając się krytycznym wzrokiem ustawieniu płytki, którą Antek i Majk właśnie mieli przycinać do odpowiedniego rozmiaru.
– No to opowiedz w końcu, jak tam było na Roztoczu – zagadnęła Iza, kiedy po zakończonych zajęciach schodziły z Martą na dół wraz z całym tłumem kolegów i studentów z innych kierunków. – Gdzie dokładnie byliście?
– Naprawdę zrobiłaś piorunujące postępy – pochwaliła Lodzię Iza po zakończonej lekcji francuskiego. – Sama widzisz. Trochę praktyki i od razu jakie efekty!
Jasne słońce sobotniego przedpołudnia wpadało szerokim strumieniem do wysprzątanego na błysk pokoju pana Szczepana.
– Łał, Iza, ale z ciebie dżaga! – zakrzyknął z uznaniem Kacper, wszedłszy do przedpokoju, gdzie Iza szykowała się do wyjścia. – Jaka super kiecka!