Anabella – Rozdział CCXXXVIII
– Ej, szybko, gdzie jest Iza? – zapytała Klaudia, wpadłszy na Olę na korytarzu zaplecza.
– Chyba na D, pomaga zapalać światełka na stolikach. A co?
– Nie widziałam jej tam… ale dobra, odstawię tylko to szkło i idę zobaczyć jeszcze raz.
– A co się stało?
– Przyszła ta dziewczyna, co jej wtedy szukała – wyjaśniła, odkładając tacę z brudnymi naczyniami na blat od zamówień, skąd natychmiast przejęła je Andżelika. – Dzięki, Andżela, na razie nie ma nowych zamówień, wszyscy tańczą. Zostawiłam ją u Antka – ciągnęła, kiedy obie z Olą wyszły na zaplecze. – Mogłam wziąć ją do Wiki, żeby poczekała przy barze, ale chcę upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu i przeprowadzić Izę przez parkiet. Szef tańczy tam z Natalią – mrugnęła do niej porozumiewawczo.
– Aha – skinęła głową Ola. – No to co? Jak tylko tańczy, to przecież to nic nie znaczy.
– Wiem – machnęła niecierpliwie ręką Klaudia. – Po prostu chcę, żeby to zobaczyła, chodzi mi o punkt zaczepienia, żeby potem było do czego nawiązać. Ale i tak najważniejsza jest ta dziewczyna, Iza kilka razy o nią dopytywała, to ją na pewno zainteresuje. Pomóż mi ją znaleźć, co?
Do finału konkursu piosenki zostało niecałe pół godziny, na sali było ciemno, migały tylko światła dyskotekowe, a tłum szalał na parkiecie przy dźwiękach francuskiej muzyki. W tle kelnerki zbierały ze stolików brudne naczynia i ścierały blaty, zapalając przy okazji nastrojowe lampki, które miały tam pozostać już do końca imprezy.
Iza wraz z Zuzią stanęła do obsługi sektora D, ale ponieważ musiała uważać na to, by nie poplamić sukienki, umówiła się z nią, że pomoże jej tylko zestawiać szkło na tace i zapalać lampki, pozostawiając jej zadanie odnoszenia brudnych naczyń na zaplecze. Co ciekawe, w tym ostatnim ochotniczo pomagał Zuzi „cygan” Maciek, który najpierw kilka razy próbował zaprosić ją na parkiet i za każdym razem spotykał się ze stanowczą odmową, uznał więc zapewne, że tylko w ten sposób może dzisiaj zawalczyć o jej uwagę. Choć Zuzia tolerowała jego pomoc, nie wydawała się nią zachwycona, co budziło dyskretne rozbawienie koleżanek, zwłaszcza Oli, która jednocześnie obserwowała Chudego, licząc na jakąś ciekawą reakcję. Tej jednak ku jej rozczarowaniu nie było, Chudy zupełnie nie zwracał uwagi na poczynania cygana i po prostu standardowo pełnił swoje obowiązki, odciążając przy tym po koleżeńsku Toma, by ów mógł potowarzyszyć Darii na parkiecie.
To zresztą właśnie na Tomie i Darii, a nie na Zuzi, Chudym i Maćku skupiała się uwaga Izy. Zapalając kolejne lampki, zerkała od czasu do czasu w stronę zatłoczonego parkietu i z łatwością wyławiała tam wzrokiem wielką postać Toma unoszącego w ramionach Darię, a także sylwetki jej dwóch koleżanek, które, przystanąwszy u skraju powierzchni wydzielonej do tańca, filmowały scenę swoimi smartfonami. Patrzyła na nich, by nie patrzeć na inną parę, która tańczyła nieco dalej, w tle, prawie całkowicie przysłonięta skaczącym tłumem, lecz dla niej widoczna jak na dłoni nawet w niestabilnym, migoczącym świetle. Biała koszula Majka błyskała od czasu do czasu przez szpary pomiędzy tańczącymi ludźmi, zlewając się z jasną plamą łososiowej sukienki Natalii – nic więcej, jednak od czego jest wyobraźnia, której pomimo dobrych chęci nie da się opanować?
– Iza?
Głos Klaudii za plecami wyrwał ją z bolesnego transu, przynosząc chwilową ulgę. Tak, to zawsze najlepsze wyjście – zająć się czymś innym, na ile się da, odwrócić uwagę. Niedługo przecież będzie przerwa na rozstrzygnięcie konkursu, a potem zostaną już tylko niecałe dwie godziny do zamknięcia imprezy. Jakoś to wytrzyma, przetrwa… zwłaszcza że póki co i tak nie było najgorzej. Informacja, że tajemnicza dziewczyna, która dwa razy szukała jej w poprzednich tygodniach w pracy, czeka na nią u Antka, ucieszyła ją zatem podwójnie, mimo że w duchu czuła niepokój, wciąż nie mając pojęcia, kim owa przybyszka mogła być.
Kiedy, uprzedziwszy Zuzię, że musi chwilowo zostawić ją samą, ruszyła za pośpiesznie ciągnącą ją w stronę parkietu Klaudią, francuski utwór akurat się skończył, przez co nie trzeba już było przekrzykiwać muzyki, a stabilne światło ułatwiało omijanie przeszkód. Pary tańczące na parkiecie zatrzymały się, ona zaś, choć wcale nie chciała patrzeć w tamtą stronę, i tak kątem oka widziała biało-łososiowy amalgamat męskiej koszuli i eleganckiej damskiej sukienki przebłyskujący wśród przetasowującego się tłumu.
– O patrz! – zaśmiała się cicho Klaudia, szturchając ją lekko łokciem i dyskretnym ruchem głowy wskazując w tamtą stronę. – Szef nie traci czasu, co?
Iza spojrzała tam, udając, że dopiero teraz wyszukuje wzrokiem Majka. Gdyby ta uwaga Klaudii padła zupełnie z zaskoczenia, zabolałoby bardziej i pewnie nie zdołałaby do końca ukryć emocji, jednak tym razem komandos był na to całkowicie gotowy, ba, nie na takie ciosy dzisiaj czekał, spodziewał się znacznie gorszych. To relatywnie była bułka z masłem.
– Ach! – uśmiechnęła się z rozbawieniem, skupiając wzrok na Majku i Natalii, którzy odwrócili się teraz i ramię w ramię schodzili z parkietu. – Faktycznie, nie zauważyłam… no, no! Coś mi się wydaje, że możecie mieć rację. Tutaj zresztą też się dużo dzieje – swobodnym gestem wskazała na Toma, który właśnie odstawił na podłogę Darię i wraz z nią pozował do zdjęć robionym im przez koleżanki. – Chociaż to akurat już mi się dużo mniej podoba.
– No, mnie też – skrzywiła się z niechęcią Klaudia, a przez jej twarz przebiegł dyskretny wyraz rozczarowania. – Dobra, chodźmy, póki da się przejść… o, tam jest ta dziewczyna, widzisz? Ta w jasnoniebieskiej sukience, z kurtką w rękach.
Iza spojrzała we wskazaną stronę i nogi ugięły się pod nią z wrażenia.
„Ali!” – błysnęła jej w głowie zdumiona myśl.
Rzeczywiście, dziewczyną, która czekała na nią przy konsoli Antka, była Alina. Jej elegancka, bladoniebieska sukienka odcinała się jasno na tle ciemnego kąta i choć stała bokiem do nadchodzącej z głębi sali Izy, prawdopodobnie spodziewając się, że ta pojawi się raczej od strony baru i zaplecza, ona rozpoznała ją natychmiast, nawet w słabym świetle. A więc to była owa ładna szatynka, o której mówili Klaudia i Antek… nie żadna Sylwia od Krawczyka, tylko ona!
Choć w pierwszym odruchu Iza poczuła na jej widok spontaniczną radość, w drugiej sekundzie tknął ją niepokój, zwłaszcza że przybyszka czekała na nią z bardzo poważną miną. Przez przedramię miała przewieszony płaszcz zimowy, co wskazywało, że dopiero co przyszła z zewnątrz, i bynajmniej nie sprawiała wrażenia osoby, która chce się rozgościć na dłużej, przeciwnie, jej zachowanie wskazywało, że wpadła tylko na chwilę. Lecz dlaczego w ogóle przyszła tutaj, dlaczego od dwóch tygodni tak uparcie szukała jej w pracy, skoro przecież miała do niej numer telefonu?
„Może go wykasowała?” – pomyślała. – „Pewnie tak. Zrobiła czystkę w telefonie jak kiedyś Zbyszek z numerem Zosi, a teraz jednak czegoś ode mnie chce i wie tylko tyle, że pracuję tutaj… Chociaż nie, to też bez sensu, przecież mogła poprosić o mój numer Kinię, wie, że jestem z nią na roku. Nie rozumiem.”
Alina dostrzegła ją dopiero, kiedy znalazła się prawie przy niej.
– Ali?
– O, jesteś! – rzuciła chłodno, cofając się o krok, jakby w obawie, że Iza będzie chciała ją uścisnąć. – Możemy pogadać gdzieś na osobności?
– Jasne, chodź. Pójdziemy do…
Urwała, gdyż w tym momencie z usytuowanych tuż obok głośników znów huknęła skoczna muzyka i kontynuowanie zdania było bezproduktywne, Alina i tak nic by już nie usłyszała. Zamiast tego Iza dała jej więc znak, by poszła za nią, i omijając rozszalały na parkiecie tłum, bezpieczną trajektorią wzdłuż ściany powiodła ją obok baru na zaplecze.
– Tu będzie spokojnie – oznajmiła, wpuszczając ją do szatni kelnerek i przymykając drzwi. – Za dwadzieścia minut pewnie będą mnie szukać, ale na razie nikt nie powinien nam przeszkadzać. Ten płaszczyk możesz sobie położyć tutaj – wskazała na fotel przy drzwiach.
Alina z ulgą rzuciła na fotel ciężki płaszcz i torebkę, po czym wyprostowała się przed nią w oficjalnej pozie i zmierzyła ją twardym, surowym spojrzeniem. Iza, coraz bardziej zdezorientowana i zaniepokojona jej zdystansowanym, wręcz wrogim zachowaniem, stanęła zachowawczo kilka kroków dalej, obok stolika z lustrem.
– O czym chciałaś ze mną rozmawiać? – zapytała. – I dlaczego szukałaś mnie w pracy? Dałam ci przecież mój numer telefonu.
Alina machnęła niecierpliwie ręką, jakby chciała uciąć te niepotrzebne wstępy.
– Wiesz, dobrze, po co przyszłam – rzuciła ostro. – Dlaczego mi to robisz?
Iza wytrzeszczyła na nią oczy.
– Słucham? – zapytała zdumiona. – Co ci robię?
– Nie udawaj głupiej – sarknęła z poirytowaniem. – Myślisz, że jestem na tyle naiwna, że nie umiem połączyć kropek? Podejrzewałam to już wcześniej, ale jak w tamtym tygodniu dowiedziałam się u tego chłopaka od muzyki – machnęła ręką w kierunku drzwi – że pojechałaś na dziesięć dni na urlop do Korytkowa… akurat teraz, co za przypadek, pff!… to już nie mam żadnych wątpliwości. Dlaczego mi to robisz? – podniosła głos, który zadrżał, jakby miała się rozpłakać. – Jak możesz być taka podła?!
Skrajnie zaskoczona tym niezrozumiałym oskarżeniem Iza poczuła, że nogi uginają się pod nią i odmawiają jej posłuszeństwa.
– Ali, ja… ja nie wiem, o co ci chodzi – wyszeptała oszołomiona.
– Jasne, nie wiesz! – fuknęła Alina. – Oczywiście, że wiesz! Wiesz doskonale! Od samego początku mnie okłamywałaś, grałaś słodką idiotkę, udawałaś, że ci na nim nie zależy, żeby uśpić moją czujność! A po cichu spotykałaś się z nim za moimi plecami! I dalej się spotykasz, myślisz, że o tym nie wiem? Ja nie jestem taka głupia, Iza! Nie aż tak, jak myślisz!
Iza, która teraz już w ułamku sekundy domyśliła się, na czym najprawdopodobniej polega ów absurdalny zarzut, cofnęła się o krok, opierając się ręką o blat stolika, by opanować nagły zawrót głowy. Niedorzeczność tego, co właśnie usłyszała, oraz palące poczucie niesprawiedliwości powaliły ją jak z kałasznikowa. Mimo to jeszcze przez chwilę miała nadzieję, że jej domysły są chybione.
– Ali… co ty opowiadasz? – wydukała bezradnie. – Chyba nie chcesz powiedzieć, że… chyba nie masz na myśli Michała?
– A niby kogo?! – huknęła na nią Alina, a w oczach błysnęły jej łzy. – Jeszcze się bezczelnie pytasz?! Mówię ci w twarz, że o wszystkim wiem, a ty dalej będziesz udawać, że nie rozumiesz, o co chodzi?! Gdzie się spotykacie? No, mów! U niego w hotelu czy w tej jego nowej willi? Gadaj!
Iza patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami, z nieprzyjemnym poczuciem bezradności, wzrokiem człowieka, który, choć chce powiedzieć dużo, nie potrafi wydusić z siebie ani słowa. Czy ta dziewczyna zwariowała?! O co ona ją oskarża? O tajne schadzki z Michałem Krzemińskim? O to, że była w Korytkowie po to, żeby się z nim tam spotykać? Nie do wiary!
– Nie udawaj, Iza! – ciągnęła z oburzeniem Alina, zaciskając obie dłonie w pięści w odruchu bezsilnej złości. – Ja się tego domyślam od paru tygodni, a teraz jestem już pewna na sto procent. Nie jestem idiotką, mam swoje sposoby, ludzi, technologie… Sprawdzili mi jego telefony i wiem, że ma osobny numer do kontaktu z tobą, używa go głównie w Korytkowie i okolicy, wtedy, kiedy macie się spotkać. Był też z nim w Lublinie, dzwonił stąd do ciebie kilka razy. Oczywiście nie na ten, który mi podałaś, tylko na inny, ale to przecież nie problem mieć dwie karty, nie?
– Ali, przestań – pokręciła głową Iza. – Co ty wygadujesz? To jakiś absurd, pomyłka… ja nie mam z tym nic wspólnego!
– Jasne, pomyłka, już ci wierzę! – prychnęła Alina. – Nie ściemniaj, Iza, miej chociaż tyle godności, żeby się przyznać, co? Wiem, że Michał mnie zdradza, może nie złapałam was na gorącym uczynku, ale słyszałam przypadkiem jedną rozmowę i to nie jest mania prześladowcza, to są fakty! Wszystko przeanalizowałam, porównałam i nie mam wątpliwości. Tylko ty pasujesz w stu procentach.
Iza, która zdołała już nieco ochłonąć z pierwszego szoku, wobec tak jawnie sformułowanego, a jednocześnie tak skrajnie niesprawiedliwego zarzutu poczuła nagły napływ buntu i oburzenia, które paradoksalnie przywróciły jej zdolność racjonalnego myślenia.
– Bzdura – odparła stanowczo. – Kompletna bzdura, Ali, większej w życiu nie słyszałam. Nie wiem, skąd ten atak na mnie i co ci odbiło, że oskarżasz mnie o takie rzeczy, ale zapewniam cię, że nie masz do tego najmniejszego powodu. Ochłoń, please, bo to jest jakieś kolosalne nieporozumienie. Zaganiasz się w ślepą uliczkę.
– Nie kłam, Iza – warknęła Alina. – Za dużo tu zbiegów okoliczności, żebyś mnie dalej kiwała, sprawdziłam to i wszystko się zgadza co do szczegółu. Myślisz, że nie wiem, co was kiedyś łączyło i pewnie dalej łączy? Rozmawiałam z paroma osobami z Korytkowa, słyszałam, jakie mieliście plany. On jeszcze niedawno chciał się ożenić z tobą, tylko jego matka była przeciwna, bo chciała dla niego lepszej partii. Wiadomo, ty nie masz kasy i ona cię nie lubi, nie lubi całej twojej rodziny, ale przecież to nie matka jest najważniejsza… ona mu serca nie zmieni…
Głos załamał jej się i z oczu, teraz już bez hamulców, popłynęły łzy.
– Wiem wszystko – ciągnęła z bólem. – Przejrzałam was na wylot i już mnie nie oszukacie. Byliście razem od dawna, nigdy nie przestaliście być… wtedy, kiedy spotkałam go na zjeździe branżowym w Poznaniu, też… Ty pewnie już wtedy o mnie wiedziałaś, przyznaj się… razem uknuliście ten plan…
Gwałtowny, niepohamowany szloch na chwilę zdusił jej słowa i sprawił, że musiała mocniej nabrać powietrza w płuca.
– Ali, zlituj się – załamała ręce Iza. – Jaki znowu plan?
– Wiesz dobrze, jaki – chlipnęła Alina. – Nie udawaj głupiej, to już na mnie nie działa… Na weselu Kingi oboje udawaliście, że nic już między wami nie ma, żeby mnie oszukać… i ja w to uwierzyłam, a to była nieprawda… nieprawda! Spotykacie się dalej w tajemnicy, to dla niego pojechałaś na urlop do Korytkowa! On też tam był w tym samym czasie i to dlatego nie chciał, żebym jechała z nim. Mówił, że to tylko interesy… jasne! Powiedz mi, dlaczego mi to robisz? – dodała z bólem. – Dlaczego właśnie tak, za moimi plecami? Jak możesz być taka wyrachowana… jak?…
Rozpłakała się teraz na dobre, już kompletnie nad sobą nie panując. Iza patrzyła na nią z mieszaniną zdumienia, przerażenia i najszczerszego współczucia. Choć nic z tego nie rozumiała, domyślała się, że Michał pewnie znowu coś przeskrobał, a ona właśnie obrywała za to rykoszetem, choć była całkowicie niewinna. Ile jeszcze razy będzie musiała znosić takie upokorzenia? Jak długo jeszcze ludzie będą ją kojarzyć z tym człowiekiem? A z drugiej strony – może on wcale nic złego nie zrobił? Może to naprawdę była u Aliny tylko mania prześladowcza wynikająca z chorej, ślepej miłości, oparta na strachu, że ktoś zechce jej odebrać ów bezcenny „skarb”? Ni stąd, ni zowąd przypomniały jej się niedawne słowa Małgosi Zielińskiej.
Widać, że jest zakochana w Michale po uszy, a do tego też niesamowicie o niego zazdrosna, a ja się wcale temu nie dziwię. Ma powody, chociaż pewnie nawet o nich nie wie.
Czy Małgosia wiedziała coś więcej, niż chciała jej powiedzieć? Nie, chyba nie… wręcz przeciwnie, zapewniała ją przecież, że od czasu zaręczyn z Aliną Michał nie spotykał się z nikim innym, że był lojalny, przynajmniej na tyle, na ile ona mogła to ocenić. Tajny numer telefonu, z którego kontaktował się z kimś w obrębie Korytkowa i Lublina, nie musiał przecież oznaczać nic podejrzanego, to nawet nie musiała być kobieta, tylko jakiś klient, kontrahent, ktokolwiek… Niewykluczone, że tym razem, wyjątkowo, Michał był niewinny, a Alinę dopadła tylko jakaś chorobliwa zazdrość, tak silna, że wpędzała ją w paranoję, każąc nadinterpretowywać fakty, w których nie było nic złego. A z drugiej strony, znając Michała… Kto jak kto, ale ona, Iza, najlepiej wiedziała, jakie huśtawki emocji potrafił zafundować kobiecie ten facet.
Patrząc na rozpaczliwe łzy Aliny, która stała przed nią roztrzęsiona, pomimo wysiłków nie potrafiąc opanować emocji, poczuła pragnienie natychmiastowego sprostowania tego szalonego, skrajnie absurdalnego nieporozumienia. Podeszła zatem do niej i ostrożnie położyła jej dłoń na przedramieniu.
– Ali…
Dziewczyna natychmiast cofnęła rękę i odskoczyła w tył jak oparzona.
– Nie dotykaj mnie! – chlipnęła. – Powiedz mi tylko prawdę, słyszysz? Prawdę! Chcę wiedzieć, dlaczego mi to robisz! Dlaczego robicie mi to oboje… Mów! Chodzi o pieniądze mojego taty, tak? Po to Michał mi się oświadczył? Trafiła się okazja na bogatą narzeczoną, to trzeba było skorzystać? A może wręcz pojechał wtedy do Poznania na polowanie? Taki był wasz plan? Ożeni się z kimś bogatym… akurat padło na mnie… potem szybki rozwodzik, kasa wleci na konto, a on wróci do ciebie, tak? Tak to sobie wykombinowaliście?
Iza patrzyła na nią zmrożona, nie wierząc własnym uszom, lecz w duchu utwierdzając się w przekonaniu, że natychmiast musi coś z tym zrobić, inaczej nieporozumienie utrwali się i z czasem zrobi się z tego jakaś katastrofa.
– Mów, Iza! Mów, słyszysz?! – podniesiony głos Aliny przeszedł już teraz w krzyk. – Mów mi prawdę, chcę wiedzieć! Tylko po to tu przyjechałam, chcę to usłyszeć od ciebie, z twoich ust! Słyszysz?! Nie udawaj głupiej, tylko mów, bo ja dłużej tego nie wytrzymam! Dlaczego mi to robisz?! Za co? Jak możesz, jak…
Tego dla Izy było już za wiele.
– Przestań! – huknęła na nią znienacka ostrym, podniesionym tonem, na co zaskoczona Alina posłusznie zamilkła w pół słowa. – Opanuj się i nie rób mi tu cyrków, okej?! Jestem w pracy i zaraz będę musiała wrócić na salę, mam tam zadanie do wykonania, muszę się streszczać. Tak naprawdę to w ogóle nie powinnam z tobą gadać w takim tonie! Wypraszam to sobie, rozumiesz?!
Słowa te zawisły w powietrzu, a ponieważ Alina nie zareagowała, w szatni kelnerek na dwie sekundy zapadła cisza.
– Chcesz prawdę? – podjęła po chwili Iza. – No to ją masz, mówię ci ją od początku, tylko ty nie chcesz słuchać. Mylisz się, Ali. Mylisz się jak jasna cholera, wymyślasz jakieś chore scenariusze, wpadasz w paranoję… O co ty mnie oskarżasz, kobieto, zastanów się! Że za twoimi plecami spotykam się z twoim narzeczonym? Że spiskuję z nim, że razem z nim robię skok na kasę twojego taty? Chyba zwariowałaś! Serio, nie wiem, skąd wytrzasnęłaś taką kretyńską hipotezę, ale to jest od początku do końca jedna wielka bzdura i twoje urojenie! Ja nie mam nic wspólnego z Michałem Krzemińskim, ani mi w głowie się z nim spotykać! Od wesela Kini nie miałam z nim kontaktu, jednego słowa z nim nie zamieniłam, owszem, raz widziałam go w Korytkowie, ale tylko z daleka, jak mijał mnie na ulicy samochodem. Tylko tyle!
Odetchnęła mocniej z głębi piersi, starając się uspokoić.
– Kiedyś, owszem, zależało mi na nim i byłam z nim przez jakiś czas – przyznała łagodniej. – Ale to było krótko i przecież nie ukrywałam przed tobą tego faktu. Na weselu Kini powiedziałam ci to wprost, chociaż nie rozwijałam tematu, bo rozpłakałaś się i nie chciałaś słuchać, tak jak teraz. A może właśnie trzeba było o tym porozmawiać, wyczyścić to raz na zawsze, żeby potem nie było takich nieporozumień jak to? Michał i ja to już jest definitywnie zakończona przeszłość, Ali, przysięgam ci to. Ja bym ci nigdy takiego świństwa nie zrobiła, jeśli tak myślisz, to znaczy, że mnie nie znasz. Słyszałam o waszych zaręczynach, o tym, że w maju bierzecie ślub, i mogę powiedzieć tylko tyle, że skoro go kochasz, to ja z całego serca życzę wam szczęścia. Oby ci je dał… Tak czy inaczej powtarzam ci, że nie mam z nim nic wspólnego. Nie wnikam w to, czy i jakie masz podstawy, żeby podejrzewać go, że cię zdradza, ale jeśli faktycznie to robi, to na pewno nie ze mną. Nie ze mną, Ali, rozumiesz? Wbij to sobie do głowy i nie oskarżaj mnie o takie absurdalne rzeczy!
Alina patrzyła na nią z bolesnym politowaniem, a łzy wciąż ciekły po jej policzkach.
– Kłamiesz – wycedziła przez zęby. – Kłamiesz mi bezczelnie prosto w oczy. Spotykasz się z nim, nie mam co do tego wątpliwości, to z tobą rozmawiał przez telefon, szczebiotał słodkie słówka i umawiał się na spotkanie. Wiem, że z tobą! – warknęła, widząc, że Iza kręci głową z rezygnacją. – Nie kłam już, okej? Pytałam go wprost, czy ma z tobą kontakt… nie zaprzeczył… Oczywiście nie wie, że słyszałam tamtą rozmowę, sądzi, że niczego się nie domyślam, pewnie dopiero dzisiaj ty mu to powiesz… ale wszystko mi jedno, mów sobie. On i tak się wyprze, zawsze się wypiera.
– Nie kłamię – odparła stanowczo Iza. – Przysięgam ci na moje życie i na co tylko chcesz, że mówię prawdę. Od wesela Kingi nie miałam z Michałem żadnego kontaktu, do Korytkowa pojechałam na urlop, żeby odwiedzić rodzinę i przyjaciół przed wyjazdem za granicę, a nie po to, żeby się z nim spotykać. Co to jest w ogóle za pomysł! – wydęła wargi z niesmakiem. – Założyłaś sobie z góry jakąś absurdalną tezę i teraz próbujesz naginać do niej rzeczywistość, a to nieprawda. Jeśli Michał faktycznie rozmawiał z kimś o romantycznym spotkaniu za twoimi plecami, to tym kimś nie byłam ja, tylko ktoś inny. Nie wiem, jak mam ci to udowodnić, nie zmuszę cię siłą do tego, żebyś mi uwierzyła, ale mówię ci to prosto w oczy pod przysięgą. Ja bym nigdy nie zrobiła czegoś takiego. Nie spotykałabym się z facetem w tajemnicy przed jego narzeczoną, sumienie zabiłoby mnie na miejscu, a już na pewno nie ma opcji, żebym miała robić to z Michałem Krzemińskim. Z całym szacunkiem do twoich uczuć, ale to by mi nawet nie sprawiło przyjemności.
– O, serio? – prychnęła z oburzeniem Alina. – Co ty nie powiesz? Jasne, wypieraj się dalej, obrażaj go, myślisz, że ci uwierzę?
– Nie muszę się niczego wypierać, bo nie mam nic do ukrycia – odparła jeszcze surowszym tonem Iza. – I nikogo nie obrażam, to raczej ty obrażasz w tym momencie mnie. Twoja hipoteza, że razem z Michałem robię skok na kasę twojego taty, to już szczyt insynuacji, tutaj serio przegięłaś po całości. Nie zasłużyłam na takie oskarżenia, ale trudno, zniosę to jakoś, nie pierwszy raz obrywam za niewinność i mszczą się moje błędy z przeszłości, przyjmuję to z pokorą. A ty, jeśli mi nie wierzysz, myśl sobie, co chcesz, nie będę dalej stawać na głowie, tłumaczyć się przed tobą i udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
– To prawda, nie musisz mi nic tłumaczyć – zgodziła się z irytacją Alina, obiema dłońmi ocierając oczy z łez i stanowczym gestem sięgając na fotel po swoją torebkę i płaszcz. – To mi w zupełności wystarczy, wiem dobrze, co mam o tym myśleć. Spadam stąd, dalsza rozmowa z tobą nie ma sensu, w sumie wiadomo było, że jeśli nie złapię cię za rękę, to wszystkiego się wyprzesz, tak jak on. Ale pożałujesz tego, zobaczysz… pożałujecie oboje… Aha – odwróciła się z ręką na klamce. – Przekaż Michałowi, że jeśli ma mi coś do powiedzenia, to czekam na jego wyjaśnienia w Warszawie. Osobiste, telefonów nie mam zamiaru odbierać. Jak chce, to niech przyjedzie, ja sama nie będę za nim biegać.
– Niczego mu nie przekażę – odparła spokojnym głosem Iza, choć w środku wszystko się w niej trzęsło. – Nie mam kontaktu z Michałem, Ali, powtarzam ci po raz ostatni, że to jakaś absurdalna, piramidalna pomyłka.
– Jasne – pokiwała głową Alina. – Rób ze mnie dalej idiotkę. Cześć.
To powiedziawszy, odwróciła się i wyszła, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi. Zdenerwowana, roztrzęsiona i jednocześnie zrezygnowana Iza załamała bezradnie ręce, jednak poczucie obowiązku szybko postawiło ją do pionu, każąc jej odsunąć na razie tę sprawę na bok. Świadoma tego, że za chwilę miał się rozpocząć finał konkursu piosenki i pewnie wszyscy już jej szukali, odetchnęła kilka razy z głębi piersi, by choć trochę się uspokoić, i zebrawszy w dłonie fałdy sukienki, wyszła za Aliną na korytarz. Zdążyła jeszcze dostrzec jej sylwetkę znikającą w wyjściu z zaplecza na salę – biegła, potykając się o własne nogi i w locie narzucając na siebie płaszcz, a po jej nieskoordynowanych gestach można było się domyślić, że wzrok przesłaniały jej łzy.
W tym samym momencie na zaplecze wpadł na pełnej prędkości Majk, który ledwo zdążył wyhamować, by ominąć w przejściu biegnącą jak torpeda dziewczynę. Zaskoczony zarówno obecnością obcej osoby w tym miejscu, jak i jej zapłakanym wyglądem, zatrzymał się, śledząc ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła w tłumie, po czym odwrócił się do idącej za nią Izy.
– Uff, jesteś! – odetchnął z ulgą na jej widok. – Gdzie ty się podziewasz, Izula? Wszędzie cię szukamy, chodź szybko, za minutę mamy finał konkursu. I co tu się w ogóle dzieje? – dodał, widząc jej poirytowaną minę i zaróżowione ze zdenerwowania policzki. – Coś się stało? Kto to był?
– Nie teraz, Majk, proszę – ucięła stanowczo. – Nie chcę teraz o tym myśleć, potem ci powiem. Przepraszam za spóźnienie, lećmy już na parkiet, co? Szkoda czasu.
Mówiąc to, przyśpieszyła kroku i nie zatrzymując się, skierowała się ku wyjściu na salę, aż zafurkotały poły jej sukienki. Majk, który przyglądał jej się z poważną, zaniepokojoną miną, otworzył usta, by o coś zapytać, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się i bez protestu zawrócił na pięcie, po czym, przeciągnąwszy sobie dłonią po włosach, w milczeniu ruszył jej śladem w stronę parkietu.
***
– O jacie, ale się uśmiałam! – zawołała Asia, opadając na krzesło przy stole w sektorze VIP-ów. – Majk, w pajacowaniu to ty jednak jesteś mistrz i geniusz! Drugiego takiego świra nie ma na całym świecie!
– No nie, wypraszam sobie, a ja to co?! – zaprotestował Pablo. – Też mam swoje zasługi! Nie pozwolę tak łatwo odebrać sobie palmy pierwszeństwa!
Majk, cały czerwony i zlany potem po wyczerpującym tańcu finałowym, spojrzał na niego kpiąco, sięgając po butelkę wody i nalewając jej do szklanki.
– Ty, Pablo, swoje pięć minut już miałeś – przypomniał mu Wojtek. – Nawet podwójne, najpierw w schowku na szczotki, a potem w areszcie jako bandzior i tego, historycznie rzecz ujmując, chyba już nikt nigdy nie przebije. Ale dzisiaj zdecydowanie muszę przyznać rację paniom, tytuł króla świrów tego wieczoru bezapelacyjnie otrzymuje Majk!
Ściągający powoli z parkietu do stołu przyjaciele skwitowali to owacją. Majk podniósł w górę szklankę wody i uroczyście wychylił ją duszkiem na znak toastu.
– Dzięki! – rzucił wesoło. – O to walczyłem!
– Nagrałam to, nagrałam to! – zawołała z entuzjazmem Dominika, dopadając do nich z telefonem w dłoni. – Chcecie zobaczyć?
Justyna, Dominika, Asia i Natalia, a także Lodzia i jej dwie koleżanki chętnie poderwały się, otoczyły ją wianuszkiem i pochyliły się nad aparatem, by raz jeszcze wśród wybuchów śmiechu obejrzeć spektakularny taniec, jaki Majk wykonał w ramach głównej nagrody w konkursie piosenki. Jako że w kategorii damskiej zdecydowanie wygrały dwie przyjaciółki wyglądające jak siostry bliźniaczki, ku uciesze tłumów szef lokalu podjął się karkołomnego tańca z dwiema partnerkami naraz, a ponieważ dziewczyny okazały się równie otwarte jak on, przebojowe trio zaprezentowało się w wielkim stylu przy skocznym utworze, którego tempo wymagało w tańcu krzepy wyczynowców. W tym czasie Klaudia i Wiktoria zdążyły przygotować podwójny dyplom i nagrodę w postaci dwóch butelek markowego francuskiego wina, na etykiecie których przy aplauzie gości podpisał się uroczyście zarówno Majk, jak i gospodyni wieczoru Iza.
Swoją drogą taniec tej ostatniej ze zwycięzcą w męskiej kategorii, Sławkiem, choć może nie tak spektakularny jak gwóźdź programu w wykonaniu Majka, również bardzo podobał się publiczności i zebrał ogromne brawa, zwłaszcza gdy na koniec partner przyklęknął przed nią na jedno kolano i z namaszczeniem ucałował jej dłoń. Wzbudziło to powszechną falę śmiechu i żartów, bowiem stali bywalcy natychmiast przypomnieli sobie podobnie wyglądającą scenę zaręczyn Adama i Agnieszki, czyli legendarnej już w tych kręgach Anabellowej pary skojarzonej niechcący przez Majka na listopadowym Dniu Francuskim. Oliwy do ognia dolał sam Sławek, bowiem, kiedy po zakończeniu finału konkursu rozpoczęła się dyskoteka, nie puścił Izy, tylko poprosił ją do kolejnego tańca, ona zaś uznała, że nie wypada mu odmówić.
– To może jeszcze jeden? – zaproponował na koniec. – Do trzech razy sztuka?
– Niestety nie mogę – pokręciła głową z przepraszającym uśmiechem. – Bardzo mi było miło i jeszcze raz gratuluję ci wygranej, ale wzywa mnie praca, więc na dalszą część wieczoru będziesz musiał poszukać innej partnerki. Po takim szałowym występie raczej nie będziesz miał z tym problemu! – dodała wesoło, odwracając się do grupki stojących u brzegu parkietu klientek. – Hej, dziewczyny! – zawołała do nich. – Która chce zatańczyć z naszą gwiazdą estradową?
Propozycja ta spotkała się z natychmiastowym, entuzjastycznym odzewem, a choć Sławek w pierwszej chwili nie wydawał się usatysfakcjonowany takim obrotem sprawy, wkrótce dał się wciągnąć w towarzystwo i w następnej minucie szalał już wesoło razem z nowo poznanymi dziewczynami na parkiecie.
Tymczasem Iza, której zamieszanie z finałową galą konkursu i służbowy taneczny występ pozwoliły nieco wyciszyć nerwy po nieprzyjemnej rozmowie z Aliną, chcąc uniknąć wracania do stołu w sektorze VIP-ów, udała się w kontrolny obchód po sali, by sprawdzić, czy ze wszystkich stolików zostały już powynoszone brudne naczynia. W połowie sali wpadła na Olę, która, tłumiąc śmiech, poprowadziła ją pod tylną ścianę sali i dyskretnie wskazała na drzwi wyjściowe, za którymi, w jaśniejszej poświacie padającej od oświetlających schody kolorowych ledów, majaczyły sylwetki kilku osób. Kiedy Iza przyjrzała im się bliżej, bez większego trudu rozpoznała Chudego, Zuzię i „cygana” Maćka, którzy stali w okolicach wejścia do składziku i żywo o czymś rozprawiali.
– Ciekawe, o czym gadają, nie? – zagadnęła Ola. – Może ustalają zasady pojedynku?
Iza roześmiała się.
– E, chyba nie! Nie wyglądają na wrogo do siebie nastawionych, wręcz przeciwnie.
Na sali było spokojnie, stoliki posprzątane, do części z nich wracali zmęczeni tancerze, siadając, by napić się wody, a jako że minęła już północ, niektórzy klienci powoli zbierali swoje rzeczy i szykowali się do wyjścia. Po kilkunastu minutach obchodu Iza uznała, że wypada zajrzeć do przyjaciół, ci bowiem, jak widziała z daleka, obsiedli już z powrotem stół i rozmawiali przy francuskim winie, które rozlewał po gospodarsku krążący wśród nich Majk. Właśnie w momencie, kiedy tam spojrzała, pochylał się z uśmiechem nad Justyną i Natalią, wprawnym gestem doświadczonego barmana napełniając im kieliszki.
„Wytrzymam jakoś do końca” – pomyślała, odwracając spojrzenie i uśmiechając się do jednej z klientek, z którą nawiązała przy tym przypadkowy kontakt wzrokowy. – „To już niedługo, maksymalnie dwie godziny… dam radę!”
O Alinie wolała nie myśleć, celowo zamykała w głowie ten temat, czekając z jego analizą na czas, aż francuska impreza wreszcie się skończy i będzie mogła zostać z tym sama. Jednak w duchu musiała przyznać, że ta niemiła okoliczność miała też swoje dobre strony, dawała jej bowiem ten komfort, że w razie naglącej potrzeby związanej z trybem komandosa, zgodnie z zasadą mniejszego zła, będzie mogła w odruchu samoobrony uciec myślami właśnie w tym kierunku.
Kiedy dotarła do stołu, przerywana gromkimi wybuchami śmiechu rozmowa skupiała się na temacie, który elektryzował panie, u panów budząc jedynie uśmiechy politowania, mianowicie na kosmetykach.
– Ja mam w łazience jakiś jeden szampon, do tego coś do golenia i dezodorant do spryskania cielska, jak idę do ludzi – perorował Kajtek. – I to mi wystarcza. W sumie trzy sztuki plus pasta do zębów, ale pasta jest wspólna, więc to się nie liczy. A cała reszta, te wszystkie butelki, buteleczki, fiolki, kremiki, tubki, słoiczki i tak dalej, to szpej kosmetyczny mojej żony – teatralnym gestem wskazał na Dominikę, wywołując tym kolejny gromki wybuch śmiechu. – Dwie szafki i trzy półki, kurna, nawet nie ma jak ręcznikiem machnąć, bo się człowiek boi, że zaraz coś zleci! Przecież jak jej skasuję krem za dwie stówy, to mnie zabije, nie?
– Na miejscu – przyznała wesoło Dominika. – Dlatego nawet nie próbuj machać tym ręcznikiem! Co to zresztą za głupi pomysł? Mnie by nigdy do głowy nie przyszło, żeby czymś machać w łazience.
– Nie będę próbował, jeszcze mi życie miłe – zapewnił ją Kajtek. – Zwłaszcza że teraz mamy dużo mniejszą łazienkę niż tamta i jeszcze mam za słabe wyczucie przestrzeni.
– Możesz najpierw poćwiczyć to machanie w kiblu – poradził mu życzliwie Maciek. – Tam chyba żadne kremy za dwie stówy nie stoją, co?
Towarzystwo roześmiało się.
– O, Iza! – ucieszyła się Asia, zauważywszy podchodzącą dziewczynę. – Jesteś wreszcie, gdzie ty się podziewałaś?
– Właśnie! – podchwyciła z wyrzutem Justyna. – Znowu znikasz bez wieści, nawet własnemu szefowi się nie zameldowałaś, on też nie miał pojęcia, gdzie jesteś!
Iza spojrzała odruchowo w stronę Majka, który siedział po drugiej stronie stołu przy Wojtku i popijał wodę. Ochłonął już po tańcu i wyglądał normalnie, a teraz, wywołany pośrednio do odpowiedzi, nawiązał z nią kontakt wzrokowy i uśmiechnął się porozumiewawczo.
– Bez przesady, nawigatorka mojego okrętu nie musi mi się meldować na każdym kroku – rzucił swobodnie do Justyny. – Mam do niej pełne zaufanie.
– Może trzeba coś jeszcze przynieść? – zagadnęła Iza tonem gospodyni, odwzajemniając mu uśmiech i wiodąc uważnym wzrokiem po zastawionym stole. – Jakieś świeże talerzyki albo szkło?
– Nie, nie trzeba, Iza, siadaj! – zawołała żywo Dominika. – Przestań już z tą pracą! Znowu nam uciekłaś i nawet nie zdążyłyśmy pogratulować ci tańca, a byłaś naprawdę świetna!
– To prawda – przyznali zgodnie panowie.
– Co prawda twój kapitan był nie do pobicia – ciągnęła z humorem Dominika, wskazując szerokim gestem ręki na Majka, który wypiął pierś w żartobliwie dumnej pozie. – Bezkonkurencyjne pierwsze miejsce, wiadomo… ale ty uplasowałaś się zaraz za nim!
– Dziękuję! – zaśmiała się Iza.
– Genialnie to wyglądało – dodała z uznaniem Natalia. – Aż się nie chce wierzyć, że tańczyłaś z tym partnerem po raz pierwszy, bez żadnej próby.
– A ja założę się, że ten chłopak, co wygrał, śpiewał tylko po to, żeby z nią zatańczyć! – zawołała Asia. – Co tam wino, co tam dyplom, najważniejszy był taniec z gospodynią wieczoru! Widzieliście, jak pięknie potem bisowali?
Zebrali roześmiali się, kiwając z sympatią głowami. Iza również skwitowała to uśmiechem, machnęła lekceważąco ręką i z troską schyliła się nad stołem, sięgając po pusty półmisek po sałatce.
– Nie ma się co dziwić – zauważył Wojtek, dolewając sobie wina. – Było o co walczyć.
– A ty, Wojtuś, to już dzisiaj serio oszalałeś na punkcie Izy! – zauważyła z rozbawieniem Dominika. – Uważaj, bo żona będzie zazdrosna, a wtedy nie opłacą ci się te trefne ślimaki! Justi, daj mu profilaktycznie po pysku, a tobie, Iza, radzę założyć jakiś fanclub, hmm? Koniecznie z wpisowym i porządną składką, przynajmniej będziesz coś z tego miała… no, żesz siadaj, dziewczyno! – ofuknęła ją, widząc, że dalej zbiera ze stołu puste naczynia i składa je na stosik. – Zostaw już te gary, niech sobie stoją, i posiedź z nami chociaż parę minut, zwłaszcza że niedługo musimy się zbierać… No, już! Majk, powiedz jej coś!
– Siadaj, Izula – przyznał Majk, dając jej znak, żeby zajęła wolne miejsce między Justyną i Natalią. – Potem to wyniesiemy.
– Okej – skinęła głową, posłusznie zbierając w dłonie fałdy sukienki i siadając na wskazanym krześle.
Co prawda, skoro już musiała tu zostać, wolałaby usiąść koło Lodzi, która po przeciwnej stronie stołu rozmawiała przyciszonym głosem w swoim gronie, śmiejąc się z czegoś razem z Niną, Julią i Szymonem. Nie chciała jednak robić zamieszania i skupiać uwagi na swojej osobie, przeciwnie, z całego serca pragnęła pozostać jak najbardziej w cieniu. Niewidzialna.
„Niewidzialność też ma swoje zalety” – pomyślała z przekąsem. – „A najciemniej jest pod latarnią, więc kiedy siedzę koło niej, jestem niewidzialna do potęgi drugiej.”
Choć starała się nie zwracać uwagi Natalię, i tak kątem oka widziała łososiową plamę jej pięknej sukni wieczorowej, której poświata zdawała się promieniować na całe otoczenie, jakby ktoś nałożył na obraz łososiowy filtr.
– A wracając do tych kosmetyków, to nie stresuj się, Kajtek, ja mam to samo – podjął Wojtek, zerkając z rozbawieniem na żonę. – Tylko u mnie proporcje są jeszcze lepsze, bo jest nas trzech, a oblatujemy cały miesiąc na jednym szamponie. Resztę miejsca w łazience zajmują gadżety pani domu.
– Tylko szampon? A golenie? – zaciekawiła się Asia. – Chłopaki jeszcze się nie golą?
– Nie, jeszcze nie – pokręciła głową Justyna. – Chociaż Kuba ma już czternaście i pół, więc pewnie za rok czy dwa zacznie.
– To i tak niewiele zmieni – zapewnił ją Wojtek, podnosząc do ust kieliszek z winem i ze smakiem upijając łyka. – Dalej we trzech będziemy się mieścić na połowie półki pod lustrem, nie pozbawimy cię przestrzeni na szpej do makijażu, o to się nie martw, kochanie.
– Ale przecież to jest coś za coś! – zauważyła wesoło Natalia. – Dzięki temu, Wojtuś, masz w domu piękną i zadbaną żonę!
– Mnie się moja żona podoba i bez makijażu – zapewnił ją Wojtek. – Ale skoro kobiety tego potrzebują, to okej, nie mam nic przeciwko temu.
– Ja też – dodał Kajtek. – Dla nich to jest jak powietrze do oddychania, no to co zrobisz? Taka rasa, nie ma na to rady.
– Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus – pokiwał filozoficznie głową Maciek. – I jakoś wszyscy musimy z tym żyć.
– No, ja nie wierzę, że wam to nie robi różnicy – powiedziała z przekonaniem Natalia. – Przecież kobieta maluje się po to, żeby podkreślić to, co w niej najlepsze, a wy najbardziej na tym korzystacie. W sumie robimy to dla was.
Panowie pokiwali głowami, wymieniając rozbawione spojrzenia.
– Oni tego nie doceniają – stwierdziła z pobłażaniem Asia.
– Doceniamy – zapewnił ją spokojnie Pablo. – Tyle że nie przeceniamy, a to jest różnica.
– Z różnicy to wy nawet nie zdajecie sobie sprawy! – podjęła wyraźnie podekscytowana tematem Natalia. – Widzicie tylko efekt i w ogóle się nad tym nie zastanawiacie. Na przykład paznokcie. Pewnie nie masz zielonego pojęcia, Wojtek, jaki wysiłek Justi musi na co dzień włożyć w to, żeby mieć takie zadbane ręce – wskazała na dłonie Justyny z paznokciami polakierowanymi na różowo. – Po prostu bierzesz to jako rzecz zastaną, a to przecież nie robi się samo!
– Dzięki za komplement, Nata – uśmiechnęła się Justyna. – Ale mój manikiur to pikuś w porównaniu z twoim, zwłaszcza jeśli chodzi o dobór do stroju. Pokaż no! – rzuciła rozkazująco, na co usatysfakcjonowana Natalia nie bez dumy wyciągnęła nad stołem dłoń, wyprostowując ją, by pokazać wszystkim wypielęgnowane paznokcie pociągnięte połyskującym, łososiowym lakierem idealnie dopasowanym do koloru sukienki. – O, widzicie? Dokładnie ten sam odcień, nie?
– Odcień odcieniem, ważny jest ogólny look – zaznaczyła ze znawstwem Natalia. – Dobrze zrobione paznokcie to podstawa, tyle że mężczyźni sami z siebie tego nie zauważą, dopóki nie pokaże im się różnicy na przykładzie. Czekajcie, kto ma dzisiaj niepomalowane paznokcie… – rozejrzała się i jej spojrzenie natychmiast padło na dłonie Izy. – O, Iza! Pokaż swoje! – chwyciła ją za rękę, wskazując, by rozprostowała palce, co Iza uczyniła posłusznie, po czym sama przyłożyła swoją dłoń dla porównania. – Bardzo proszę, widzicie? Jest różnica czy nie?
Zapadła chwila ciszy, panowie spojrzeli po sobie z lekkim zażenowaniem, tylko Majk uśmiechnął się, z wyraźną przyjemnością wpatrując się w zbliżone do siebie dłonie obu pań.
– Jest – przyznał z przekonaniem. – I to kolosalna.
Towarzystwo prychnęło śmiechem. Iza, rozłożywszy ręce w geście bezradności, ukłoniła się z uznaniem zadowolonej z werdyktu Natalii, Justyna, Dominika, Asia i Lodzia wymieniły znaczące spojrzenia, a Maciek, Kajtek i Wojtek wzruszyli pobłażliwie ramionami. Tylko Pablo zachował pełną powagę, nie spuszczając niedowierzającego, zniesmaczonego spojrzenia z Majka, który najspokojniej w świecie sięgnął po butelkę, dolał sobie wody i wychylił duszkiem ze szklanki.
– No to mamy wyrok arbitra elegancji! – podsumowała wesoło Dominika.
– Do usług szanownych pań – skłonił jej się Majk, zamaszystym gestem odstawiając pustą szklankę na stół.
– A tam wyrok – wydął lekceważąco wargi Wojtek. – Majk jest pod tym względem niewiarygodny, ktoś, kto na co dzień ma całą łazienkę dla siebie, nie może wydawać wyroków.
Stwierdzenie to poskutkowało kolejnym wybuchem śmiechu.
– Właśnie, Majk, Wojtek ma rację! – podchwyciła prowokacyjnie Asia. – Dlaczego ty ciągle masz dla siebie całą łazienkę, co? Czas w końcu to zmienić, przez takie luzy nawet nie wiesz, co to życie!
– Serio? – zdziwił się Majk. – To wiedza o życiu zależy od miejsca w łazience?
Znów rozległ się gromki wybuch śmiechu, w którym wzięła udział również Iza, choć serce miała zmrożone na lód. Komandos tym razem nie zawiódł, z sukcesem odparł cios i dzielnie trwał na posterunku, nie dopuszczając do tego, by ktokolwiek z zebranych domyślił się, jak wiele kosztowała ją epizodyczna scenka z porównaniem paznokci. Scenka, która oczywiście była tylko żartem… ale czy do końca?
Choć starała się to zlekceważyć i potraktować z humorem, sama przed sobą nie potrafiła ukryć faktu, że reakcja Majka sprawiła jej przykrość – i to nawet nie dlatego, że uderzała w jej poczucie własnej wartości, bo przecież obiektywnie jej niepomalowane paznokcie nie umywały się wizualnie do wypielęgnowanego z najwyższym smakiem manikiuru Natalii, ale dlatego że była elementem flirtu skierowanego do tamtej jej kosztem. Majk oczywiście nie miał na myśli nic złego, bez wątpienia zadał jej ów cios nieświadomie, po prostu chciał w ten sposób powiedzieć Natalii komplement i nawet do głowy mu nie przyszło, że dokonuje między nimi dwiema publicznego porównania, którego wynik, dla innych marginalny, dla niej był czymś absolutnie fundamentalnym. To już nie były tylko domniemania, miała to czarno na białym, ubrane w jego własne słowa.
Gdyby tak mogła znaleźć jakiś pretekst, żeby się stąd wynieść! Uciec na zaplecze i choć na chwilę schować się w gabinecie albo w szatni kelnerek, by uspokoić buzujące w sercu emocje, a przede wszystkim by nie musieć już dłużej uśmiechać się na pokaz jak idiotka. To było takie męczące! Już lepiej wyciągnąć na wierzch awaryjny temat Aliny i absurdalnej sceny zazdrości, jaką zrobiła jej godzinę temu, skupić się na tamtym, by przestać myśleć o tym… Tylko jak to zrobić, kiedy trzeba dalej siedzieć przy tym stole i wciąż widzieć obok tę łososiową plamę, od której zaczynało jej się już kręcić w głowie?
– Nie udawaj, Majk, dobrze wiesz, że to tylko przenośnia! – zawołała Justyna. – Nie chodzi o żadne miejsce w łazience, tylko o nasz słynny zakład, na którego przegranie zostało ci już tylko pięć lat!
– Właśnie – przyznała Dominika. – Powinieneś się streszczać, bo jak zaczniesz za późno, to nie zdążysz przegrać do czterdziestki, a dla ciebie to by była ostateczna klęska!
Majk uśmiechnął się z pobłażaniem, znów dolewając sobie wody.
– Chodzi o ten zakład matrymonialny? – zaciekawiła się Natalia. – O tym mówicie?
– Aha – pokiwała głową Justyna. – Pamiętasz. Zakład paradoksalny, Majk dla własnego dobra musi go przegrać. I niby ma na to czas do czterdziestki, ale wiadomo, że na samą procedurę przygotowawczą też trzeba trochę czasu, więc im szybciej zacznie, tym lepiej.
– Ja bym na jego miejscu nie czekała do samej czterdziestki – dodała Dominika. – Teraz może jeszcze wygląda do rzeczy, ale, jak wiemy, młodość nie trwa wiecznie, więc z każdym rokiem jego szanse rynkowe będą drastycznie spadać. Tylko weź mu to przetłumacz!
– Dajcie mu spokój, hetery! – prychnął Kajtek. – Bez chwytów poniżej pasa, co?
– Spokojnie, stary – machnął lekceważąco ręką Majk. – Mnie to nie rusza, lata doświadczenia robią swoje. Poza tym one mają rację.
– Oooo! – zakrzyknęły chórem Justyna, Dominika i Asia. – Serio? Co za interesująca zmiana poglądów! Majk, nie poznajemy cię!
– A w czym konkretnie mamy rację? – zaciekawiła się Asia. – Możesz doprecyzować?
– W tym, że młodość nie trwa wiecznie – odparł wesoło Majk. – Co do tego punktu zgadzam się z wami w stu procentach.
Justyna, Dominika, Asia i Natalia wydały jęk zawodu, podczas gdy reszta, zwłaszcza panowie, ale również Lodzia i jej towarzysze, roześmiali się.
– No nie, Majk, jesteś okropny! – zawołała z dezaprobatą Dominika. – A ja już myślałam, że wreszcie poszedłeś po rozum do głowy i zgadzasz się z nami w najważniejszych kwestiach! Mówiłam to przecież w kontekście czekania do czterdziestki!
– A tak, to też – przyznał swobodnie. – Sto procent zgody i w tym punkcie.
– O! Widzisz? Tak już lepiej! – podchwyciła Justyna. – Robisz ostatnio wielkie postępy w myśleniu, bylebyś tylko wyciągnął z tego praktyczne wnioski!
– Właśnie – dodała podstępnie Asia. – Sama zgoda co do pryncypiów nie wystarczy, powinieneś wreszcie zacząć działać!
– Tu również się zgadzam – odparł swobodnie Majk. – Ale co poradzę na to, że mam związane ręce?
Towarzystwo prychnęło śmiechem, który jednak szybko się urwał i przy stole na chwilę zapadła pełna konsternacji cisza.
– Związane ręce? – zdziwiła się Dominika. – W jakim sensie? Rozwiń myśl.
„Nie dam rady” – pomyślała Iza, czując, że siłą trzymane w ryzach nerwy zaczynają przekładać się na pulsujący w skroniach, na razie jeszcze lekki, ale już dobrze wyczuwalny ból głowy. – „Boże, ratuj… jak stąd uciec?”
– W takim, że, jak to przed chwilą słusznie powiedziałaś, z wiekiem moje szanse rynkowe drastycznie spadają – odparł Majk, rozglądając się za czymś po stole. – Święta prawda, Dominiko, temu również nie zaprzeczę.
Zebrani znów parsknęli śmiechem, Wojtek z uznaniem podniósł w górę kciuk.
– A niech cię, Majk, ale lawirujesz! – prychnęła Justyna. – To w końcu zgadzasz się z nami we wszystkim, ale i tak nic z tym nie zrobisz, tak?
– Zrobi, zrobi – zapewniła ją Asia. – Pewnie nawet już robi, tylko przed nami na razie zaczyna miękko od zmiany retoryki, żeby przygotować grunt.
Justyna spojrzała na nią ostrzegawczo.
– Nie bądźcie naiwne, przecież on was wkręca – pokiwał z politowaniem głową Wojtek. – Jeszcze na to nie wpadłyście?
– Po owocach go poznacie – dodał Kajtek. – A gdzie te owoce? Tylko w waszej wyobraźni.
– Jeszcze zobaczymy – fuknęła Dominika. – Żebyście się nie zdziwili!
Umilkła jednak pod znaczącym spojrzeniem Justyny, która teraz i ją zdyscyplinowała wzrokiem.
– Spokojnie, Majk ma jeszcze czas – odezwała się Natalia, uśmiechając się do niego przez stół. – A co do szans na rynku, to wcale nie jest tak źle. Wręcz przeciwnie.
Majk odwzajemnił jej uśmiech.
– Dziękuję – odparł z lekkim ukłonem. – Ale hetery niestety mają rację. Jeśli mam przegrać ten zakład, nie mogę czekać do czterdziestki.
Panowie, uznając te słowa za kolejną żartobliwą prowokację, skwitowali je aprobującym śmiechem, zaś panie, które również – choć z innych powodów – poczuły się usatysfakcjonowane tą odpowiedzią, wymieniły między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Popijający powoli wino z kieliszka Pablo obserwował w milczeniu scenę, przenosząc uważny, badawczy wzrok z Majka na zapatrzoną w niego Natalię i z powrotem.
– Trzydzieści pięć to taka umowna granica – ciągnął swobodnym tonem Majk, znów rozglądając się po stole, jakby czegoś szukał. – I zdaję sobie z tego sprawę, drogie panie, a wasze nauki przyjmuję z pokorą. Dlatego jeśli mam się ożenić, zrobię to w tym roku, w przeciwnym razie nie zrobię tego wcale. A niech to… czy ktoś widzi tu jakiś czysty kieliszek? – dodał, marszcząc brwi. – Chciałem wznieść jeszcze jeden toast za nasze spotkanie, a nie wiem, gdzie się podział mój…
Przerwała mu wielka owacja pań i kolejny wybuch śmiechu panów, do których znów nie dołączył jedynie Pablo. Iza, korzystając ze spadającej jej z nieba okazji, natychmiast poderwała się z miejsca.
– Zaraz przyniosę, szefie! – zadeklarowała szybko. – Jeden czy więcej?
Majk popatrzył na nią poważnym wzrokiem, który, jak jej się zdało, w ułamku sekundy przeszył ją na wylot.
– Dwa – odparł stanowczo.
– Okej – pokiwała skwapliwie głową.
Przepełniało ją teraz po brzegi tylko jedno, jedyne pragnienie – natychmiastowa ewakuacja. Wycofać się, uciec stąd i nie musieć słuchać tego dłużej. Wszak nawet najdzielniejszy komandos ma swoje granice wytrzymałości!
Tymczasem towarzystwo przy stole przekrzykiwało się ze śmiechem.
– Siadaj, Iza, zostaw kieliszki! – zatrzymała ją Justyna, łapiąc ją za rękę. – Tu się dzieją ważniejsze rzeczy niż jakiś tam toast! Majk, powtórz to! Bo nie wierzę, że to usłyszałam! Powiedziałeś: w tym roku?
– To znaczy, że jest coś, czego nie wiemy? – dopytywała Asia. – Czy to tylko jeszcze jedna pusta deklaracja?
– Polecę jednak szybko po to szkło – uśmiechnęła się przepraszająco do Justyny Iza.
Po czym, nie czekając na odpowiedź, chwyciła przygotowany wcześniej na brzegu stołu stos brudnych półmisków i wycofała się z nim pośpiesznie, zmierzając w stronę zaplecza. Justyna machnęła tylko na to z rezygnacją ręką, z ożywieniem włączając się do zbiorowego komentowania słów Majka, które jak zwykle wywołały hałaśliwą falę żartów. Fala ta goniła Izę jeszcze przez kilkanaście metrów, dopóki nie zagłuszyły jej płynące z głośników dźwięki melancholijnej francuskiej piosenki, przy której tańczył na parkiecie rzedniejący już powoli tłum klientów.
„Gilbert Bécaud” – pomyślała automatycznie, wreszcie mogąc przestać rozciągać twarz w uśmiechu klauna. – „Nathalie… Jasne. Powinien to z nią zatańczyć, zamiast flirtować przy stole, szkoda tracić czas, skoro sprawa ma się zamknąć jeszcze w tym roku. Zamknie się, spokojnie… A ty, królowo zaplecza, jazda po kieliszki!”
Przesunęła dłonią po czole, czując, że nieprzyjemne ćmienie w skroniach nasila się i powoli zaczyna grozić regularnym bólem głowy. Jeśli miała się wyciszyć i dojść do siebie, nie mogła teraz wrócić do stołu i słuchać toastu Majka, który bez wątpienia będzie obfitował w liczne aluzje i podteksty skierowane do Natalii. To było ponad jej siły, zwłaszcza po wyczerpującym psychicznie spotkaniu z Aliną.
Dotarłszy do kuchni, zestawiła na blat do zamówień brudne naczynia i na pustej tacy umieściła dwa kieliszki oraz kilka zapasowych świeżych talerzyków i sztućców.
– Iza, my już skończyłyśmy – oznajmiła jej Eliza, odwiązując z bioder fartuch. – Kuchnia na dzisiaj zamknięta, jak coś, to zamówienia tylko u Wiki na barze. My tylko poczekamy, aż zmywarki skończą, i lecimy na chatę.
– Okej – skinęła głową. – Dzięki, dziewczyny, my na sali też już niedługo kończymy, ludzie powoli się wynoszą… O, fajnie, że jesteś, Oleńko! – ucieszyła się na widok Oli wchodzącej do kuchni z tacą pełną brudnych naczyń w rękach. – Mogę mieć do ciebie małą prośbę?
– Pewnie! Co trzeba?
– Zaniosłabyś szefowi to szkło? – wskazała na przygotowaną tacę. – Pilne, czekają na to przy stole na VIP-ach. Ja muszę na chwilę zajrzeć do gabinetu.
– Jasne, Iza, nie ma sprawy, już lecę – podjęła się chętnie zadania Ola. – I przy okazji gratulacje, super zatańczyłaś z tym Sławkiem! Nie, dziewczyny? – zwróciła się do ładujących kolejną zmywarkę Elizy i Angeliki. – A szef z tymi dwiema w czerwonych sukienkach to już w ogóle pozamiatał! Ale była beka!
Roześmiały się wszystkie, łącznie z Izą, choć od tego śmiechu aż zadudniło jej w uszach, a skronie przeszyła nieprzyjemna fala bólu.
– Dzięki, Olciu – rzuciła do koleżanki, wychodząc z nią z kuchni i zgodnie z zapowiedzią kierując się do gabinetu, choć nie miała tam de facto nic do załatwienia. – Za pięć minut przyjdę dalej wam pomagać, trzeba będzie ogarnąć resztę stolików.
W gabinecie, nie zapalając światła, z ulgą opadła na kozetkę i przymknęła powieki, by wyciszyć huczące w głowie myśli. Lecz właśnie wtedy, kiedy tylko ciemność odcięła jej zmysł wzroku, natychmiast uruchomiła się pamięć, która bezlitośnie wyświetliła jej przed oczami tamtą scenę – jej własną dłoń z niepomalowanymi paznokciami przyłożoną dla porównania do wypielęgnowanej dłoni Natalii z ekskluzywnym, lśniącym manikiurem w kolorze łososiowym.