Anabella – Rozdział CCXXIX
No to jutro o 18.00 – potwierdziła smsem Emilia. – Na rynku przy pasmanterii.
No to jutro o 18.00 – potwierdziła smsem Emilia. – Na rynku przy pasmanterii.
– Mhm, gadałem dzisiaj z frajerem – przyznał wesoło Majk, odpowiadając na pytanie Izy. – Poprosił mnie smsem o rozmowę przed środą, bo spotyka się z Kasieńką i już wali w pory przed godziną zero. Oczywiście powołał się na ciebie, więc nie mogłem odmówić, a że akurat miałem okienko czasowe, którego jutro ani pojutrze mógłbym nie mieć, uznałem, że nie ma co odkładać sprawy. Tyle że musiałem uruchomić wyższą logistykę, żeby to się w ogóle udało.
„Pośpisz sobie tutaj, a ciotka skorzysta z okazji i otworzy na chwilę komputer” – mówiła w myślach do małej Klary Iza, ustawiając ostrożnie wózek ze śpiącą dziewczynką przy łóżku w swoim pokoju. – „Napiszemy chociaż dwa, trzy zdania drugiego rozdziału i jak o trzynastej przyjdzie do ciebie ciocia Dorotka, będę mogła z czystym sumieniem iść pomóc mamusi w sklepie.”
Jeszcze raz sięgnę dziś na półkę z literaturą anglojęzyczną, tym razem po dwutomową (w moim polskim wydaniu) powieść David Copperfield Charlesa Dickensa, który znany jest chyba najbardziej jako autor krótkiej Opowieści wigilijnej.
– No to mów – zażądała Iza, kiedy Pepuś zasnął i obie z Agnieszką usadowiły się w wysprzątanej kuchni przy dzbanku z pachnącą, świeżo zaparzoną miętą. – Co to za pilna i poważna sprawa, o której chciałaś ze mną gadać?
– Twoje zdjęcia wielkoformatowe są już gotowe do odbioru – oznajmił Robert przy uroczystym obiedzie, jaki Amelia wydała na powitanie siostry. – Jak chcesz, możemy któregoś dnia podjechać po nie do Radzynia, nawet jutro. Fotograf jest czynny chyba od dziesiątej.
– Ty patrz, jak sypie – skomentowała Marta, wpatrując się w okno taksówki, za którym w świetle ulicznych latarni wciąż tańczyły gęsto wielkie płatki śniegu. – Może już nie tak jak godzinę temu, ale jednak dalej daje czadu.
No to umówione! – głosił ostatni z serii smsów wymienionych od wczoraj z Magdaleną. – 25 lutego o 14.00 pod Bramą Krakowską. Cieszę się, do zobaczenia!
Sala Anabelli była wypełniona, ale nie po same brzegi, gdzieniegdzie jeszcze dało się dostrzec wolne miejsca, a nawet całe stoliki.
– Trzy plus – oznajmiła z dumą Iza, odpowiadając na pytanie Klaudii. – I zaliczony przedostatni semestr, a to jest najważniejsze!