Anabella – Rozdział CCXL
– Co do imion i konkretów, to masz rację – przyznał Pablo, dolewając sobie wody. – Nie będzie nam łatwo o tym gadać, zwłaszcza ciężko będzie zacząć, dlatego zostawmy to na razie… Chciałbym jednak, żebyśmy w swoim czasie wrócili do sprawy i omówili ją porządnie. Nie wiem, czy dzisiaj zdążymy, może być kiedy indziej, ale umówmy się, że to dokończymy, okej? Skoro obaj wiemy, na czym stoimy, a ta sprawa, jak twierdzisz, to już definitywnie zamknięta przeszłość, nie zostawiajmy tego w zawieszeniu, tylko wyczyśćmy rzecz do końca i pogadajmy wreszcie o tym jak kumpel z kumplem.
– Jasne, bracie – skinął głową Majk. – Bardzo chętnie. Możesz mi wierzyć albo nie, ale marzę o tym od lat.
– Ja też – zapewnił go Pablo. – I wrócimy do tego, tyle że na ten moment dyskusję nad zamkniętą przeszłością możemy odłożyć na później. Wręcz trzeba ją odłożyć, bo dzisiaj i tak mamy mało czasu, a to, co dzieje się teraz, wymaga, że tak powiem, pilniejszej interwencji.
Majk spojrzał na niego zdziwiony.
– Tak sądzisz? W jakim sensie pilniejszej?
– Nie domyślasz się?
Pokręcił powoli głową przecząco, nie spuszczając uważnego wzroku z przyjaciela.
– Teraz to ty, mecenasie, odpowiadasz mi jak kobieta. Nie, nie domyślam się.
– Serio?
– Serio. Zakładam oczywiście, że możesz podejrzewać to i owo… być może nie zawsze udaje mi się zgrywać błazna ze stuprocentową skutecznością, nie zawsze też tego chcę, a ty znasz mnie od lat… ale nie rozumiem tego, co przed chwilą powiedziałeś. Patrząc z mojego punktu widzenia, to, co dzieje się teraz, owszem, w pewnym sensie jest pilne, ale za cholerę nie kapuję, dlaczego miałoby być pilne dla ciebie.
– Z prostego powodu – oznajmił uroczystym tonem Pablo. – Dlatego, przyjacielu, że twoje dobro leży mi na sercu.
– Dziękuję – odparł z powagą Majk. – Nie wątpię w to i nigdy nie wątpiłem, Pablo, ja też za ciebie skoczyłbym w ogień, czy gdzie tam by było trzeba. Ale to nie zmienia faktu, że nadal nie rozumiem, w jakim sensie czujesz się zobowiązany interweniować w mojej sprawie i dlaczego uważasz to za pilne.
– Właśnie o tym chciałbym z tobą porozmawiać. Poniekąd na kanwie tego, co już sobie przed chwilą powiedzieliśmy, ale tylko poniekąd.
– Mhm, dobra. Wal.
– Powiedzieliśmy to sobie oczywiście tylko półsłówkami – zaznaczył Pablo – bo temat jest diabelnie ciężki, ale obaj wiemy, o co chodzi, i myślę, że tu nie ma pola do konfliktu. Gorzej z tym drugim.
– Do konfliktu? – zdziwił się znowu Majk. – Między mną i tobą?
– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – zaznaczył dyplomatycznie Pablo. – Chociaż nie ukrywam, że jest takie ryzyko.
– Hmm – mruknął Majk, podnosząc szklankę do ust i upijając łyka wody. – Będziesz musiał mi to wyeksplicytować, sierżancie, bo przyznam się bez bicia, że mój tępy mózg nie ogarnia twojego wyrafinowanego toku myślenia. Ale dobra… zostawmy na razie kwestię pilności i ryzyka konfliktu, potem mi to wyjaśnisz, może po prostu źle się rozumiemy. Na razie ustalmy bazę.
– Właśnie miałem to zaproponować.
– No to lećmy, szkoda czasu. Punktem wyjścia było to, co powiedziałeś na temat dyskusji nad moją zamkniętą przeszłością. Tu całkowicie się z tobą zgadzam, musimy ją odłożyć, ale nie dlatego, że w eterze jest coś pilniejszego… chyba że o czymś nie wiem… tylko dlatego że najpierw muszę odpowiednio naświetlić ci sytuację aktualną. Bez tego naświetlenia nie da się sensownie omówić przeszłości, ponieważ obydwa te plany czasowe ściśle się ze sobą wiążą. To miałeś na myśli?
Pablo zmarszczył czoło, przyglądając mu się z zastanowieniem.
– Nie do końca – odparł powoli. – Jak to wiążą się? Sam przed chwilą powiedziałeś, że ten pierwszy to już zamknięta przeszłość.
– Zamknięta całkowicie – potwierdził spokojnie Majk. – Ale bez tego, co dzieje się teraz, nie mógłbym jej zamknąć. Wręcz prawdopodobnie nie zamknąłbym jej nigdy.
– Aha, w tym sensie… – Pablo wciąż patrzył na niego przenikliwym wzrokiem, jakby chciał prześwietlić jego duszę. – No tak, można powiedzieć, że ogólnie to miałem na myśli. Jak wiemy, materia nie znosi pustki, a w takim samym stopniu albo nawet bardziej nie znosi jej też… hmm, serce – zawahał się lekko.
– Tak jest – uśmiechnął się pobłażliwie Majk. – Zabrzmiałeś górnolotnie jak diabli, ale tak, właśnie o to chodzi, Pablo. Serce nie znosi pustki, a ja w tym względzie jestem facetem wyjątkowo porąbanym, chyba jeszcze nawet nie wiesz jak bardzo. Dowiesz się oczywiście, bo powoli wszystko ci wyłuszczę, ale na razie powiem tylko tyle, że to jest właśnie kontekst, w którym przeszłość ściśle łączy się z teraźniejszością. Gdyby nie to, dalej tkwiłbym w bagnie i nie gadałbym dzisiaj z tobą o tym tak ochoczo, ba, pewnie nie rozmawialibyśmy na te tematy wcale, jak przez ostatnie… ja wiem?… co najmniej piętnaście lat. Może nawet dwadzieścia.
– Może nawet – zgodził się Pablo. – To fakt. O mnie i o moich sprawach osobistych gadaliśmy nieraz, chociaż z początku, jak pamiętasz, to też było trudne… ale o tobie praktycznie wcale, a jak już, to nigdy to nie było tak do końca szczere. Obaj z wiadomych względów uciekaliśmy od tematu, zwłaszcza ty wiałeś od niego panicznie, a ja nie chciałem do niczego cię przymuszać. Czułem, że to się dobrze nie skończy, i wolałem nie wywoływać wilka z lasu, zresztą jak niby miałbym ci pomóc? Ale teraz chyba obaj potrzebujemy resetu, hmm?
– Zgadza się. Resetu i nowego rozdania. Ja jestem na nie gotowy.
– Ja też. A jednocześnie trochę się boję… ale trudno, do odważnych świat należy, a tam, gdzie chodzi o dobro mojego najlepszego kumpla, jestem gotowy na wszystko.
– No i tu cię znowu nie rozumiem – pokręcił głową Majk. – Owszem, sprawa jest ciężka, ale tylko dla mnie, nie dla ciebie, a już na pewno nie widzę najmniejszego powodu, dla którego ty miałbyś się czegokolwiek bać. Ale dobra, poczekam cierpliwie i ufam, że zaraz wszystko sobie wyjaśnimy.
– Tak jest. Skończmy najpierw ustalanie bazy, okej? Mówiłem o dwóch kobietach w twoim życiu. Kto jest pierwszą, tą z przeszłości, obaj wiemy i pogadamy o tym później. Dla mnie w tym momencie kluczowa jest ta druga, z teraźniejszości. Bo ona jest, prawda? – spojrzał na niego uważnie.
– Jest – uśmiechnął się leciutko Majk, a jego szare oczy napełniły się specyficznym światłem, które nie umknęło uwadze jego towarzysza. – Gdyby jej nie było, zaprzeczyłbym od razu.
– Wiem, po prostu chciałem to potwierdzić explicite. Od jak dawna to się dzieje?
– Relatywnie, biorąc pod uwagę perspektywę życia, od niedawna. Ale tego nie postrzega się w obiektywnych kategoriach czasu, Pablo. Zapomniałeś o własnych doświadczeniach w tej materii?
– Nie, nie zapomniałem – westchnął Pablo, wyraźnie przygnębiony jego odpowiedzią. – W żadnym wypadku nie podważam tempa akcji, sam po paru miesiącach byłem w stu procentach pewien swojej decyzji i z każdym rokiem coraz bardziej jej sobie gratuluję. Owszem, przyznaję, że jesteś szybki, ale nie w tym rzecz, Majk.
– A w czym?
– No, w sumie w szybkości trochę też – skorygował się po chwili namysłu. – Tyle że to zależy od okoliczności, a zwłaszcza od osoby, której to dotyczy.
– Prawda. Tym bardziej że, filozoficznie rzecz ujmując, pojęcie szybkości też jest względne, podobnie jak pojęcie czasu. Zdarza się, że w godzinę między ludźmi zadzieje się więcej, niż w innym przypadku przez wiele lat.
– Zgoda, tylko że ja wolałbym nie wchodzić za głęboko w filozofię – skrzywił się Pablo. – Wiem, że ty to lubisz, ale ja dzisiaj chcę pomówić nie o abstraktach, tylko o tobie, o twoim konkretnym przypadku.
– O tym właśnie mówię. Ale okej, dawaj po twojemu.
– Tak jak wspomniałem, obaj wiemy, kim jest kobieta z przeszłości. Sądzę też, że wiem, a praktycznie jestem pewien, kim jest ta druga. Ta teraźniejsza.
Majk uśmiechnął się wyczekująco.
– No?
– Co prawda muszę przyznać się uczciwie, że sam bym na to nie wpadł – zaznaczył z lekkim zakłopotaniem Pablo. – Jak wiesz, nie jestem za mocny w tego typu dociekaniach i zgadywankach, informacje w tej materii wolę mieć podane na tacy. Ale od czego ma się bystrą żonę?
Majk spojrzał na niego zdziwiony.
– Lodzia? Rozszyfrowała mnie?
– Nie tylko ona – zaznaczył Pablo, krzywiąc się nieznacznie. – Zdaje się, że o tym nie wiesz, ale posiadasz cały klub życzliwych swatek-obserwatorek, które zawiązały w twojej sprawie spisek i śledzą z ukrycia każdy twój gest i krok. A przed nimi nic się nie ukryje.
Na obliczu Majka pojawiło się teraz autentyczne zaskoczenie i zdezorientowanie.
– Klub swatek-obserwatorek? – zapytał w napięciu. – Czyli kto?
– Oczywiście hetery – wzruszył ramionami Pablo. – Justi, Domi i Asia, nie wiem, może jeszcze ktoś, w każdym razie te trzy na pewno, wiem to od Lei. No i siłą rzeczy ona też – westchnął. – Nie ukrywam, że wkurzyłem się, kiedy mi o tym powiedziała, chociaż zakładam, że nie ma w tym złej woli, tak przynajmniej zarzeka się Lea. Któraś z nich, bodaj Justyna, po prostu zauważyła w twoim zachowaniu więcej niż inni i podzieliła się z resztą, a wiadomo, że tego rodzaju sygnał to dla nich sensacja na miarę galaktyczną.
– Zauważyła w moim zachowaniu więcej niż inni? – powtórzył powoli oszołomiony Majk. – Justyna? Nie chce mi się wierzyć.
– A jednak – rozłożył ręce Pablo. – Od jakichś dwóch albo nawet trzech miesięcy obserwują cię… właściwie to was… i żadna z nich nie chce się wtrącać, ale mimo wszystko to się roznosi tak zwaną pocztą pantoflową. Ja sam wiem to od Lei, z początku nie wierzyłem, ale dzisiaj też trochę cię poobserwowałem i chyba faktycznie wszystko się zgadza… a przynajmniej nie da się wykluczyć. Tyle że, jak widzisz, w przeciwieństwie do dziewczyn ja gram z tobą w uczciwe, otwarte karty – zaznaczył. – Dlatego dzisiaj od razu poprosiłem cię o rozmowę.
– Kapuję – szepnął wciąż zaskoczony, wręcz wstrząśnięty Majk, wpatrując się w pustą szklankę, którą trzymał w dłoni. – A ona?
– Co ona?
– Wie o tym?
– Nie mam zielonego pojęcia – pokręcił głową Pablo. – Chyba jej nie uświadamiały, ale czy na pewno? Nie dopytywałem, wolałem tego nie ruszać, dopóki nie pogadam z tobą. Tak czy inaczej z twojego pytania wnioskuję, że między wami sprawa jest otwarta? – spojrzał na niego uważnie. – W sensie, że nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte?
Majk, wciąż zapatrzony w szklankę, pokręcił powoli głową przecząco.
– Nie – szepnął.
– To dobrze. I zresztą właśnie dlatego mówiłem, że to pilne.
Majk nie odpowiedział, w gabinecie na długą chwilę zapadła cisza, która, z racji faktu, że o tej porze na piętrze nie było nikogo, aż dzwoniła w uszach. Pablo przyglądał się w napięciu przyjacielowi i jego twarz coraz bardziej poważniała.
– Wybacz mi, Majk – odezwał się w końcu. – Swego czasu myślałem, że rozmowa o kobiecie numer jeden… mam oczywiście na myśli numerację chronologiczną… że ta rozmowa będzie dla mnie najcięższa na świecie. Ale okazuje się, że się myliłem. Najcięższa niestety będzie ta, którą zaczynamy teraz. O kobiecie numer dwa.
Majk podniósł głowę i popatrzył na niego kamiennym wzrokiem.
– Nie rozumiem cię – odparł cicho. – Nawet jeśli one serio mnie rozszyfrowały i to się rozniosło… nawet jeśli dotarło też do niej… i tak nadal cię nie rozumiem. Ale dobra, wal.
– Przykro mi to mówić – podjął ostrożnie Pablo – i wiem, że w tym momencie stawiam naszą wieloletnią przyjaźń na ostrzu noża, ale nie mam innego wyjścia. Muszę niestety walnąć ci to wprost. Nie rób tego, Majk. Proszę cię. Nie z nią.
Majk znów milczał przez długą chwilę.
– Bo? – zapytał w końcu tym samym cichym głosem.
– Sorry, stary… nie chcę się wymądrzać, zwłaszcza że w tych sprawach i tak nie słucha się nikogo. Zrobisz, co będziesz uważał za stosowne, to twoje życie, a ja nie mam prawa się w nie wpieprzać, ale moim obowiązkiem starego kumpla jest ci to powiedzieć. Miałem zamiar jeszcze chwilę z tym poczekać, lepiej się przygotować, ale to, co dzisiaj odwaliło się przy stole, zmusza mnie do natychmiastowej interwencji. Uznałem, że muszę, nawet jeśli olejesz mnie, wściekniesz się albo każesz mi spadać.
Majk patrzył na niego poważnym wzrokiem.
– Co masz na myśli? – zapytał. – Co się odwaliło?
– Ten numer z pazurami – skrzywił się Pablo. – Z porównywaniem pomalowanych i niepomalowanych paznokci.
– No i co? Taka pierdoła?
– To nie była pierdoła. To był symboliczny moment. Ujmując to delikatnie i dyplomatycznie, twoja reakcja mnie rozczarowała.
– Dlaczego? – wzruszył ramionami Majk. – Powiedziałem tylko, co myślę.
– No właśnie wiem – westchnął Pablo. – I to mnie autentycznie rozwaliło. Serio, stary, nie poznaję cię, nawet jeśli to były tylko żarty… Ale dobra, okej, mniejsza o pazury – machnął ręką. – Tak jak mówię, dla mnie to był tylko wyzwalacz, moment, kiedy stwierdziłem, że muszę pogadać z tobą natychmiast, jeszcze dziś. Właściwie wszystko to, co powiedzieliśmy sobie do tej pory, chociaż cholernie ważne i historycznie przełomowe, to był tylko wstęp do tego, o czym mówimy teraz. Bo to jest nasze być albo nie być, Majk… zwłaszcza twoje, ale moje też. Zdaję sobie sprawę z tego, że w tym momencie ryzykuję czymś, co jest dla mnie jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie mam, czyli twoją przyjaźnią. Ale muszę.
– Dobra, nie czaj się już, frajerze – odparł zmęczonym głosem Majk. – Wal prosto z mostu, bo ja ani w ząb nie kapuję, o co ci, do diabła, chodzi.
– Prześwietliłem ją – oznajmił ponuro Pablo.
– Słucham? – na twarzy Majka znów odbiło się skrajne zaskoczenie. – Co zrobiłeś?
– Prześwietliłem ją – powtórzył. – Kiedy Lea powiedziała mi, że jesteś nią zainteresowany, w pierwszej chwili nie mogłem w to uwierzyć, to mi tak kompletnie nie pasowało do ciebie, że byłem pewien, że to niemożliwe… że to tylko jakaś bzdura wymyślona przez hetery. Ale to mnie jednak męczyło, dlatego rozejrzałem się trochę i teraz, kiedy już wiem, że one miały rację, muszę cię poinformować o wyniku rozeznania.
Majk wyprostował się na krześle, odstawił pustą szklankę na blat biurka i popatrzył na niego jak na wariata.
– O czym ty bredzisz, Pablo? – rzucił ostrzej. – Porąbało cię? Jakiego rozeznania?
– Rozeznania w terenie – wyjaśnił. – Nie wiem, na ile masz świadomość jej przeszłości, tego, z iloma facetami miała… do czynienia, że tak powiem. Z dziesiątkami. I zawsze jakimś dziwnym przypadkiem wybierała tych najbardziej nadzianych. A ponieważ ty jesteś szefem coraz lepiej prosperującej firmy, niestety mam podstawy podejrzewać, że jesteś następny w kolejce. Może się mylę, że nic o tym nie wiesz, może właśnie wiesz doskonale, ale biorąc pod uwagę to, o czym tyle razy rozmawialiśmy… Powiesz mi teraz, że to nie ma dla ciebie znaczenia?
Majk wciąż patrzył na niego jak na ufoludka, w nieruchomej pozycji z szeroko otwartymi oczami, które wyrażały totalne zdezorientowanie.
– A wisienką na torcie jest fakt, że zaliczyła też Krawczyka – dokończył twardszym tonem Pablo. – Czy też raczej on ją… oczywiście jeszcze w czasach sprzed choroby.
– Co?! – oczy Majka rozszerzyły się jeszcze bardziej. – Co ty pieprzysz, stary?
– Nie pieprzę. Mam na to świadka, jeśli chcesz, posłużę ci kontaktem. Swego czasu przez jakieś dwa miesiące była u Krawczyka jedną z… hmm… pań do towarzystwa.
Majk potrząsnął głową, aż kosmyki włosów opadły mu na oczy. Odgarnął je niecierpliwym gestem i popatrzył na przyjaciela badawczym, ale już przytomniejszym wzrokiem.
– Poczekaj, Pablo – zatrzymał go ruchem ręki. – Jeszcze raz od początku, bo zdaje mi się, że obaj wjeżdżamy na pełnym gazie w jakiś kretyński kanał. O kim ty mówisz?
Pablo pokiwał smutno głową.
– Sorry, Majk. Wiem, że to dla ciebie szok, wiem, że wbijam ci nóż w serce, ale taka jest prawda. Mówię niestety o niej. O Natalii.
Majk na kilka sekund znieruchomiał z wytrzeszczonymi na niego oczami i z literalnie opadniętą szczęką, po czym na wpół bezwładnie pochylił się do przodu na krześle i ukrył twarz w dłoniach.
– O, ja pierdzielę – szepnął przez palce. – O żesz ty frajerze… aleś mi dowalił!…
Pablo przyglądał się jego reakcji z miną człowieka, który, choć przepełniony współczuciem wobec przyjaciela, któremu sam przed chwilą zadał miażdżący cios, wie, że postąpił właściwie.
– Zdaję sobie sprawę z tego, że to dla ciebie trauma – podjął łagodnie. – I liczę się z tym, że za chwilę, jak ochłoniesz z pierwszego szoku, będziesz chciał dać mi za to w mordę i będę musiał się bronić. Nie wykluczam też opcji, że docelowo w twojej relacji do Natalii to i tak nic nie zmieni, a ucierpię tylko ja i za parę tygodni będę gorzko żałował, że w ogóle się odzywałem. Ale trudno, podejmuję to ryzyko. Gdybym nie traktował cię jak brata, pewnie wybrałbym bezpieczniejszą formułę, siedziałbym cicho i nie wtrącał się w twoje osobiste sprawy, ale w tym przypadku niestety nie potrafię milczeć. Mówię ci to jako przyjaciel, nie jako wróg, Majk. To nie jest kobieta warta twojej uwagi. Równie dobrze mógłbyś wybrać którąkolwiek z tych naszych dawnych z listy… a i tak nie sądzę, żeby któraś z nich przeszła przez łapy Krawczyka – skrzywił się z niesmakiem. – Nie wiem, jak dla ciebie, ale dla mnie to jest dyskwalifikacja.
Majk nie odzywał się, siedząc wciąż nieruchomo z twarzą ukrytą w dłoniach.
– Sorry, że tak walę ci po garach bez litości – westchnął Pablo. – Wybacz, stary. Ufam, że rozumiesz, dlaczego to robię, albo że przynajmniej zrozumiesz to za jakiś czas… A mówiąc tak zupełnie szczerze, mam cichą nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, że nie zdążyłeś wejść w to na tyle głęboko, żeby nie móc się wycofać. O ile oczywiście uznasz za stosowne posłuchać mojej rady, bo wiadomo, że nie musisz… Majk? – dodał z niepokojem, pochylając się ku niemu. – Wszystko w porządku?
Majk odetchnął, po czym wyprostował się powoli, odrywając dłonie od zaczerwienionej, wymiętej twarzy, która teraz, ku zdziwieniu Pabla, nie wyrażała żadnych gwałtownych emocji.
– W porządku – odpowiedział spokojnie. – Chociaż nie ukrywam, że złamałeś mi serce.
– Wiem – szepnął Pablo. – Przepraszam, bracie. Musiałem.
– Wcale nie musiałeś – pokręcił głową sceptycznie. – Alternatywnie mogłeś na przykład użyć rozumu, zwykle jako wybitnemu adwokatowi idzie ci to całkiem nieźle. Niestety, wolałeś pójść po linii najmniejszego oporu, a przez to złamać mi serce swoją bezkrytyczną ignorancją. Myślisz, że miło jest mieć kumpla osła?
Teraz to Pablo otworzył szerzej oczy w zdezorientowaniu.
– Nie rozumiem. Że co?
– To, co powiedziałem – wzruszył ramionami Majk. – Z całym szacunkiem, ale osioł z pana kwadratowy, panie mecenasie.
– No… okej, nie mówię, że nie – zgodził się ostrożnie Pablo. – Ale akurat w tym względzie… chcesz powiedzieć, że się mylę?
– Oczywiście, że się mylisz, i to całkowicie. A ja przez to mało co zawału nie dostałem.
Pablo pokręcił powoli głową.
– Nie, Majk – odparł smutno. – Rozumiem twoją reakcję, w psychologii to się nazywa efekt wyparcia czy jakoś tak, ale ja się niestety nie mylę. Myślisz, że sprzedawałbym ci fejki w tak poważnej sprawie? To są naprawdę rzetelne, sprawdzone informacje.
– W to akurat nie wątpię – zapewnił go Majk. – Ale i tak się mylisz, brachu. I to bardzo.
– W czym się mylę?
– W punkcie wyjścia. U samego źródła, drogi przyjacielu. Twoich informacji a propos Natalii i Krawczyka absolutnie nie podważam, nie mam wątpliwości, że tu masz rację. Tyle że niepotrzebnie aż tak się trudziłeś… no, ale skoro taki z ciebie frajer, to nawet mi cię nie szkoda.
Pablo patrzył na niego zdezorientowany, nawet nie tyle treścią jego słów, co swobodnym zachowaniem, które teraz ani trochę nie wskazywało na to, że był zdruzgotany, mimo że dwie minuty temu taki właśnie się wydawał.
– Możesz jaśniej? – zapytał. – Bo teraz to ja nie łapię twojego toku myślenia.
– Cóż – uśmiechnął się lekko Majk. – Oko za oko, ząb za ząb, frajerze, chociaż tego, co przeżyłem przed chwilą, żaden rewanż nie zrekompensuje… Już ci wyjaśniam. Niepotrzebnie się trudziłeś, ponieważ twoje rewelacje o panu Sebastianie tylko potwierdzają moją intuicję, natomiast w żaden sposób nie wpływają na decyzję, którą już i tak podjąłem.
– Jaką decyzję?
– W sprawie Natalii. Taką, że od maja nie przedłużę jej umowy.
– Co? – szepnął zaskoczony Pablo.
– Tylko nie rozpowiadaj tego na razie, okej? – zastrzegł Majk. – Zwłaszcza Justynie. Mówię ci to w ścisłej tajemnicy.
– Nic nie czaję…
– Boś łajza. Taka sama zresztą jak i ja, żaden z nas dzisiaj nie popisał się rozumem. Na nasze usprawiedliwienie mamy co najwyżej to, że jest środek nocy i obaj jesteśmy sakramencko zmęczeni. Dlatego ja też wezmę na to poprawkę i dam ci czas na analizę danych, a sam w tym czasie napiję się jeszcze trochę tej wody – sięgnął po butelkę i szklankę. – Zafundowałeś mi przez moment taki dysonans poznawczy, że znowu zaschło mi w gardle.
Spokojnym gestem odkręcił korek, nalał sobie wody i wychylił duszkiem całą szklankę, po czym dolał sobie nową porcję i dopiero wtedy odstawił butelkę. Pablo patrzył na niego uważnym, przenikliwym wzrokiem, a w jego inteligentnych oczach narastało zaskoczenie połączone z niedowierzaniem.
– Dobra, Majk, bez jaj, karty na stół – odezwał się w końcu. – W analizie danych akurat nie jestem najgorszy, chociaż to mi wywraca do góry nogami całe rozumowanie, takiego twista w życiu bym się nie spodziewał. Chcesz powiedzieć, że pomyliłem się co do tożsamości kobiety numer dwa? I że to nie jest Natalia?
– Brawo, panie mecenasie – uśmiechnął się pobłażliwie Majk. – Robi pan postępy.
– A niech to… w takim razie kto?
– Zgaduj zgadula.
– Nie mam najbledszego pojęcia – pokręcił głową szczerze zaskoczony Pablo. – Rozwaliłeś mnie w tym momencie jak z cekaemu, leżę na łopatkach, serio.
– Dobrze, że przynajmniej nie krwawisz za mocno, bo w opatrywaniu ran jestem słaby, a Lodzi tutaj nie ma – zażartował Majk. – Ale nie martw się, ta łamigłówka wcale nie jest taka trudna. Jak ochłoniesz, dasz radę bez problemu, w razie czego podsunę ci wskazówkę. Natomiast za to, co mi przed chwilą zafundowałeś, powinienem naprawdę dać ci po mordzie, ośle jeden – dodał surowiej. – Masz rację, że w tego typu zgadywankach jesteś kompletnie do bani, potwierdzam to w dwustu procentach, większego tłumoka ze świecą szukać. Dopieprzyłeś mi z grubej rury tak, że prawie nakryłem się nogami, przez moment serio uwierzyłem, że hetery mnie rozszyfrowały i że cały świat już o tym wie, łącznie z… z nią – dokończył ciszej. – A dla mnie to by była katastrofa i definitywny koniec złudzeń. Bo gdyby ona o wszystkim wiedziała i mimo to… ech! Nawet nie chcę o tym myśleć.
– Kurde – szepnął wciąż skrajnie zdezorientowany Pablo.
– Teraz oczywiście już rozumiem te twoje głupie wstawki o pilnej interwencji, konflikcie zbrojnym między nami i o tym, że nie poznajesz mnie w tej akcji – ciągnął z niesmakiem. – Faktycznie, gdybym wziął się za Natalię, sam siebie bym nie poznawał… Hetery ostro pojechały po bandzie, bo kto jak kto, ale żeby akurat ona? Skąd one w ogóle wywiodły taką śmiałą tezę?
– Zdaje się, że głównie z sylwestra w Nałęczowie – odparł w roztargnieniu Pablo. – Ja sam też zwróciłem uwagę, że ciągle tańczysz z Natalią, wychodzicie razem na dwór i tak dalej, chociaż wtedy nie widziałem w tym nic podejrzanego. Nawet przez sekundę do łba by mi nie przyszło, żeby wyciągać z tego takie wnioski, znam cię przecież. Dopiero kiedy Lea powiedziała mi, że w tym coś jest, zacząłem patrzeć na to inaczej. A niech to! – pokręcił głową z dezaprobatą. – Pięknie dałem się wkręcić.
– Owszem – uśmiechnął się Majk. – Frajer z ciebie, ale wybaczam ci to w imię naszej długoletniej przyjaźni, która nota bene, wbrew twoim obawom, nie wydaje mi się ani trochę zagrożona. Może i jestem bezmózgim debilem, frajerem, a do tego pieprzonym tchórzem, ale jednak nie powaliło mnie do tego stopnia, żebym miał ładować się w jakąś Natalię. A to, że na sylwestrze z nią tańczyłem, czy gadałem… nie no, dowód koronny, ja pierdzielę, od razu trzeba było dać na zapowiedzi! – skrzywił się z przekąsem. – Co miałem zrobić, jak ona ciągle za mną łaziła? Nawet na dwór nie mogłem sobie spokojnie wyjść, bo zaraz poleciała za mną, chociaż wcale jej nie zapraszałem. To kumpela Justi, nie chciałem jej podpadać, sam wiesz najlepiej, jakie napięte są nasze stosunki dyplomatyczne… zresztą, co ci będę tłumaczył?
– Nie musisz – zapewnił go skwapliwie Pablo. – To raczej ja powinienem tłumaczyć się przed tobą. Do diabła, Majk… uwierz, że jest mi autentycznie wstyd.
– Spoko, stary – Majk przechylił się ku niemu i poklepał go przyjacielskim gestem po ramieniu. – Nic się nie stało, najważniejsze, że się wyjaśniło, bo serio, przed chwilą mało co trupem nie padłem. A teraz tak sobie myślę, że to ma nawet swoje dobre strony… o ile oczywiście mogę liczyć na ścisłą współpracę z tobą – spojrzał na niego znacząco.
– Stuprocentowo – skinął z powagą głową Pablo.
– Dzięki. Bardzo bym cię o to prosił, o współpracę i o pełną dyskrecję, przynajmniej do czasu rozwiązania tej sprawy. Bo ona niebawem musi się rozwiązać, długo tak nie wytrzymam… O szczegółach zaraz ci opowiem, czekam na to od dawna i teraz, kiedy już wiem, że mogę, otworzę przed tobą duszę jak chyba jeszcze nigdy, ale musisz mi obiecać, że to, co powiem, zostanie w stu procentach między nami.
– Obiecuję – oznajmił uroczyście Pablo.
– Chodzi głównie o to, żebyś nie wysypał się przed heterami i przed Lodzią, może wręcz zwłaszcza przed nią… żebyś niczego im nie sugerował, ani słowem, ani czynem, ani nawet żadną głupią miną, jasne? Skoro wymyśliły sobie taką genialną hipotezę z tą Natalią, to niech się jej trzymają, a ty po prostu nie wyprowadzaj ich z błędu. Bezwzględna tajemnica spowiedzi. Mogę na ciebie liczyć, przyjacielu?
– Tak jest, Majk. Masz na to moje słowo.
– Oczywiście nie proszę cię o to tylko dla sportu – zaznaczył Majk. – Jak już wszystko ci opowiem, sam zrozumiesz, dlaczego tak bardzo zależy mi na dyskrecji i dlaczego wizja, że hetery mnie rozpracowały, tak mnie przeraziła. A z drugiej strony teraz, kiedy potrzebuję jeszcze trochę czasu, ta ich ślepa uliczka z Natalią jest mi wręcz bardzo na rękę. Dzięki temu przynajmniej mam względną pewność, że nikt nie będzie próbował wyświadczać mi niedźwiedzich przysług… i ty też nie próbuj tego robić, Pablo – podkreślił z powagą. – Nawet gdyby bardzo cię kusiło, obiecaj, że nie będziesz się aktywnie wtrącał, a tylko pozwolisz mi od czasu do czasu otwarcie się przed tobą wygadać.
– Obiecuję – powtórzył Pablo. – Wtrącać się na pewno nie będę, na bank bym coś spieprzył, już wystarczy mi ta dzisiejsza nauczka. Wiem zresztą, że w tych sprawach trzeba działać samemu, każda interwencja z zewnątrz to de facto niedźwiedzia przysługa, jak to przed chwilą słusznie ująłeś. Nie, o to się nie bój, Majk. Masz we mnie w stu procentach lojalnego powiernika, a jakby w którymś momencie trzeba było poodgrywać przed heterami jakąś szopkę, to też możesz na mnie polegać. Ale mów wreszcie – dodał z nutą zniecierpliwienia i zaintrygowania. – Kto to jest?
– Naprawdę się nie domyślasz? – uśmiechnął się z niedowierzaniem Majk.
– Cały czas próbuję kombinować, ale po tej wtopie z Natalią chyba mi mózg wypaliło. Rozumiem, że znam tę osobę, po niektórych twoich uwagach wnioskuję też, że znają ją hetery oraz moja żona, a to już mocno zawęża krąg podejrzanych. Owszem, przychodzi mi do głowy pewna kandydatka, ale ona jest nieoczywista, a ja za cholerę nie podejmuję się strzelać, bo jakbym znowu miał spudłować… nie, no way, nie odważę się. Obiecałeś, że jak sam nie zgadnę, dasz mi jakąś wskazówkę – spojrzał na niego znacząco. – No to biała flaga, poddaję się bez walki i poproszę o nią od razu.
– Okej. Prosta sprawa. Wróć do sceny z paznokciami, tej, za którą mnie dzisiaj objechałeś, i przeanalizuj ją jeszcze raz na podstawie nowych danych.
Pablo pokiwał powoli głową, nie spuszczając z niego uważnego wzroku, a na jego twarzy odbiła się przedziwna mieszanina ulgi, wzruszenia i radości.
– Iza – szepnął.
Majk uśmiechnął się leciutko, wpatrując się w szklankę z wodą, którą trzymał wciąż w dłoni, opierając ją na kolanie.
– Czuję się, jakbym stanął przed tobą bez gaci – odparł cicho. – Tak, ona. Mój mały elfik z krainy dobrych wróżek.
Na kilkanaście sekund w gabinecie zapadła idealna cisza, obaj panowie siedzieli nieruchomo, jak zaklęci.
– Nie no, w mordę jeża – odezwał się w końcu Pablo. – Ale ze mnie debil.
– Mhm – zgodził się ciepło Majk. – Zawsze ci powtarzałem, że w tej kategorii nie masz konkurencji.
– Tym razem przyznaję ci pełną rację, dałem ciała na całej linii. Chociaż nie powiem, że tego nie podejrzewałem – zastrzegł, podnosząc w górę palec. – Nawet przed chwilą to właśnie ona przyszła mi na myśl, już nieraz mi przychodziła… ale zawsze z jakiegoś powodu, w sumie to sam nie wiem dlaczego, kompletnie to wykluczałem.
– No i weź tu pracuj z takim bezmózgowiem – skrzywił się Majk. – Tyle razy podsuwałem ci różne sugestie, tropy, aluzje… i co? Jak grochem o ścianę. Chociaż z drugiej strony fakt, że cudów się nie spodziewałem.
– Przepraszam cię, Majk – odparł ze skruchą Pablo. – Teraz to już wstyd mi za siebie podwójnie albo i potrójnie. Po pierwsze za to, że się nie domyśliłem, chociaż w sumie to, jak mówisz, wcale nie było trudne… po drugie za to, że tak bezmyślnie dałem się wkręcić w tezę o Natalii, a po trzecie i najważniejsze za to, że w ciebie zwątpiłem. Wybacz mi to, przyjacielu.
– Wybaczam. W ramach pokuty klepnij za mnie trzy zdrowaśki i będziemy kwita.
– Klepnę więcej, masz to jak w banku. Serio, wstyd mi jak cholera… to jest niesamowite, jak głupio można się zasugerować, te słynne klapki na oczach to wcale nie jest metafora. Jak teraz myślę o tej scenie z pazurami, to dopiero widzę, ile zależy od interpretacji i punktu widzenia. Kreatywna interpretacja, jak w prawie… niby powinienem to wiedzieć, a i tak dałem się wrobić jak przedszkolak.
– Mhm. To, że w interpretacji prawa jesteś świetny, nie znaczy, że masz czuja w innych sprawach. W tej akurat, sorry, ale nie masz go wcale.
– No wiem, wiem, przyznaję to bez dyskusji. Byłem na ciebie wściekły za to, że walnąłeś taki chamski tekst, niby nic takiego, hetery niechybnie zinterpretowały to na plus jako słodki flircik z Natalią, ale dla mnie ważniejsza była ta druga strona medalu. Ta, że w moim odczuciu publicznie upokorzyłeś Izę.
– Jasne – mruknął z politowaniem Majk.
– Teraz już wiem, że nie i że w twojej intencji było na odwrót, wtedy też nie zakładałem, że zrobiłeś to specjalnie, tylko że wyszło ci to nieświadomie, jako efekt uboczny. Ale tak to odebrałem i myślę, że Iza też mogła poczuć się dotknięta. Wiadomo, anioły nie pokazują po sobie takich rzeczy, ale to było naprawdę dwuznaczne, a ja, mając w zanadrzu te wszystkie informacje na temat Natalii, byłem tym skrajnie zniesmaczony. W ogóle sam wątek pazurów i całego rabanu, jaki robią wokół tego… wiesz, jaki mam do tego stosunek, wydawało mi się zresztą, że ty masz podobny, kiedyś o tym rozmawialiśmy. Pustota sensu stricte. A tu do kompletu doszedł jeszcze fakt, że to dotyczyło właśnie Izy, dziewczyny, którą szanuję i podziwiam jak rzadko kogo. Gdyby to porównanie dotyczyło kogokolwiek innego… oczywiście z wyjątkiem mojej żony, bo gdybyś taki tekst walnął a propos Lei, z miejsca dostałbyś po mordzie… ale kogokolwiek innego, to pewnie aż tak bym się nie zajeżył.
– Gdyby to dotyczyło kogokolwiek innego, to bym się w ogóle nie odzywał – zapewnił go ponuro Majk. – Ale jak zobaczyłem jej łapkę przy tamtej, a dla mnie różnica jest więcej niż kosmiczna, to po prostu nie wytrzymałem. Mam nadzieję, że ona nie odebrała tego tak jak ty… szlag, nie pomyślałem o tym.
– Ja pomyślałem. I uznałem, że nie, to już przegięcie, skoro frajer jest do tego stopnia zaślepiony, że jedzie po bandzie w takim żenującym stylu, to czas najwyższy, żebym trochę sprowadził go na ziemię. Dlatego podjąłem decyzję, że muszę pogadać z tobą od razu, jeszcze dziś.
– Mhm… chociaż tyle z tego dobrego. Dzięki temu odblokował się przynajmniej jeden z moich klinczów, wprawdzie jeszcze nie ten najważniejszy, ale to już coś.
– Co ty masz z tymi klinczami? – zdziwił się Pablo. – Poprzednim razem, przy… Ani – imię siostry wymówił ostrożnie, jakby z oporem – to rozumiem, ale teraz?
Majk uśmiechnął się ze smętnie, podnosząc do ust szklankę z resztką wody.
– Stary, jak by nie było, dla mnie to jest rewelacja – ciągnął z przejęciem Pablo. – Od paru minut zbieram myśli i zastanawiam się, jak to wszystko ująć, żeby wybrzmiało, jak należy, a to wcale nie jest proste. Są w życiu takie sytuacje… ja miałem je parę razy… kiedy ciężko dobrać słowa, wręcz zapomina się języka w gębie, i to jest właśnie jedna z nich. Za dużo myśli naraz ciśnie się do głowy, za dużo skojarzeń, wspomnień, które widzi się w zupełnie innym świetle… chyba po prostu za dużo emocji – odetchnął z głębi piersi. – Ten twój wybór… no genialny, nie mam na to innego słowa… on był z jednej strony taki nieoczywisty, pod pewnymi względami wykluczony… a z drugiej właśnie ewidentny jak cholera! To mi się przecież nieraz podświadomie narzucało, ale od razu wykluczałem tę opcję, a raczej z góry zakładałem, że ty ją wykluczasz… więc nawet nie brałem jej pod uwagę, chociaż gdzieś tam z tyłu głowy majaczyło mi, że nie ma lepszej, bo jeśli na świecie istnieje druga taka kobieta jak moja Lea… a wiesz chyba, co kryje się pod słowem taka… to właśnie jest to Iza. Tyle że byłem przekonany, że ty albo tego nie widzisz, albo po prostu cię nie bierze, a na to, jak wiadomo, nie ma rady. Ale jednak cię wzięło – uśmiechnął się do niego porozumiewawczo. – I to zdaje się, że z kopytami.
– Z kopytami – przyznał Majk. – Z początku trochę wierzgałem i próbowałem się bronić, ale jak ktoś wchodzi w konszachty z elfami, to nie ma taryfy ulgowej. Wciągnęło mnie i przemieliło na pył, nie miałem żadnych szans.
– Ech! – parsknął śmiechem Pablo. – Wiem, znam to aż za dobrze i ani trochę ci się nie dziwię. Owszem, w przypadku Natalii dziwiłem się bardzo, wręcz byłem w szoku, że mógłbyś dobrowolnie wpakować się na taką beznadziejną minę, ale tu? Zero zdziwka, a tylko sam szacun i błogosławieństwo. Sorry, Majk, nie miałem prawa w ciebie nie wierzyć, a ta dzisiejsza wtopa… do diabła! Będę cię za to przepraszał do końca życia.
– Nie musisz – odparł ciepło Majk. – Ja też na początku pomyliłem się co do Lodzi, do dziś mam wyrzuty sumienia. Uznajmy, że jest jeden do jednego.
– Niech będzie. I tak mi wstyd, ale zdecydowanie wolę to, niż jakbym miał rację w tamtym. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że podświadomie marzyłem o takim scenariuszu, chociaż jednocześnie nie brałem go na poważnie i za to też mi wstyd. Sądziłem, że traktujesz Izę tylko jako znakomitego pracownika, partnerkę w sprawach zawodowych, bo fakt, że jest w tym świetna, poza tym przyjaźni się z Leą, a przez to należy do naszej szeroko pojętej rodziny, więc normalne, że ma u ciebie szczególną pozycję. Ale nie brałem pod uwagę opcji, że mógłbyś pomyśleć o niej w taki sposób… docenić jej atuty jako kobiety… w sumie myślę, że nikt z naszego otoczenia o tym nie pomyślał.
– Też tak sądzę – przyznał Majk. – Dlatego tak mnie zszokował twój fejk, że hetery mnie rozpracowały.
– Jak widać nie – uśmiechnął się Pablo. – Za słabe są na to, słabsze nawet ode mnie, bo ja przynajmniej miałem dysonans poznawczy, nie łyknąłem tezy jak pelikan, tylko podszedłem do niej krytycznie. Doceń to, stary.
– Doceniam.
– A że nikt na to nie wpadł, to dlatego że najciemniej jest pod latarnią. Izę wszyscy znają od dawna… niby te dwa lata z hakiem to nie jest tak dawno, ale w jej przypadku ma się wrażenie, że zna się ją od zawsze… i już rozumiem, do czego piłeś z tą filozofią czasu – spojrzał na niego znacząco. – No więc wszyscy znają ją od dawna, ale przyzwyczaili się, że ona jest po prostu twoim pracownikiem, nikt jej w innym kontekście z tobą nie kojarzy. Zwłaszcza że ona z wierzchu jest taka niepozorna, skromna, schowana w tle… a ty jesteś pajac, ekstrawertyk i chodzący cyrk.
– Dzięki – skinął z rozbawieniem głową Majk. – Pięknie mnie podsumowałeś.
– Pięknie i trafnie, prawda? Ale nie mówię tego ironicznie, tylko przeciwnie, ze szczerym uznaniem dla twojego kunsztu, bo wykiwać hetery to jedno, wykiwać mnie, to drugie, ale wykiwać Leę? To już jest najwyższa szkoła jazdy. A wykiwałeś i ją, bo gdyby domyślała się, do kogo tak naprawdę smalisz cholewki, nie weszłaby w narrację o Natalii i nie powtarzałaby mi tych bzdur. Tego akurat jestem pewien, nie wierzę, że gwiazdeczka mogłaby mnie oszukiwać w takiej sprawie… No więc, wracając, jesteś pajac i genialny błazen, a Iza jest w twojej firmie, że tak to ujmę, częścią tła… oczywiście w takim pozytywnym sensie, mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli – zastrzegł. – Po prostu właściwa osoba na właściwym miejscu, zawsze na posterunku, zawsze u twojego boku, lojalna i uczynna zastępczyni szefa. W kontekście, który ja już znam, to nabiera podwójnego znaczenia, ale hetery tego kontekstu nie znają, dlatego nie ma opcji, żeby cię przejrzały. Iza zwyczajnie wymyka im się z kadru mentalnego, a poza tym jest od ciebie dużo młodsza, więc tym bardziej nikt nie bierze jej pod uwagę.
– Jasne – uśmiechnął się z pobłażaniem Majk. – I kto to mówi?
– Mówię to ja – odparł z powagą Pablo. – Czyli facet z największym doświadczeniem w tej materii, który zderzył się już z niejedną ścianą społecznego osądu i który niniejszym zapewnia cię, że to też działa na postrzeganie ludzi jak filtr. Iza jest dużo młodsza od ciebie, kryje się w sferze zawodowej, a do tego jeszcze kręcił się koło niej ten cały Victor i do tej pory wszyscy z naszych kumpli kojarzą ją głównie z nim. Natomiast z tobą założę się, że nikt jej nie kojarzy. Z twoją firmą tak, wręcz z automatu, ale z tobą jako z facetem to już absolutnie.
– Wiem – skrzywił się Majk. – Ona sama też.
Pablo zerknął na niego czujnie.
– Nie domyśla się?
– Ani trochę.
– Mówisz serio?
– Całkowicie serio. Dla niej jestem tylko szefem, przyjacielem oraz, tfu!… starszym bratem. Kojarzysz analogię, nie? – zawiesił na nim znaczący wzrok. – Ja przez całe życie byłem starszym bratem i na tym właśnie polega mój pieprzony pat.
– Kapuję – pokiwał powoli głową Pablo. – Znaczy, kapuję w pierwszym przypadku, ale w drugim już nie… Dlaczego jej nie powiesz?
– Nie mogę.
– Dlaczego?
– Masz jeszcze wodę? – odpowiedział pytaniem na pytanie Majk, wskazując na odstawioną na blat pustą butelkę. – Muszę mieć pod ręką dużo picia, bo to będzie długa i skomplikowana opowieść.
Pablo natychmiast sięgnął do szafki, wyciągnął z niej drugą, identyczną butelkę i podał przyjacielowi.
– Proszę bardzo. Mam takich jeszcze dwie, a w recepcji jest więcej, plus kawa i herbata. Pij i opowiadaj, noc jest długa, mamy czas. A jak nas zmorzy, to zejdziemy do ciebie na dół i kimniemy sobie we dwóch na tym twoim wyrku w gabinecie.
Majk dolał sobie wody i wraz z butelką odstawił szklankę na blat.
– Nie ma sprawy, mogę się z tobą przespać, byle rano ktoś nas nie nakrył i nie strzelił nam foty, to by dopiero była kompromitacja… Wiesz co, poczekaj chwilę – dodał pośpiesznie, ponosząc się z krzesła. – Skoczę tylko w ustronne miejsce, bo już lać mi się chce po tej wodzie, a potem siadamy i jedziemy z historią od początku. To będzie noc prawdy, jakiej nie było już dawno… może nawet nigdy.
– Noc prawdy – powtórzył z uśmiechem Pablo. – Nareszcie. A myślałem, że już nigdy do tego nie dojdziemy, że ewentualnie dopiero na łożu śmierci któregoś z nas… No, na co czekasz, frajerze? – machnął niecierpliwie ręką. – Leć do tego kibla i wracaj piorunem, już nie mogę się doczekać!