Garść świąteczno-noworocznych dywagacji
Zgodnie z zapowiedzią poczynioną w tym wpisie, posty okolicznościowe na Powieściowisku są i nadal będą rzadkością, jednak noblesse oblige i dziś przyszedł dobry moment, by taki właśnie post popełnić. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok 2026, co prawda zostało do nich jeszcze kilka dni, ale już teraz chciałabym do nich nawiązać, zarówno ogólnie, jak i w kontekście blogowym związanym z planami na przyszłość.
Życzenia świąteczne
Boże Narodzenie to czas błogosławiony, kiedy nie tylko świętujemy przyjście na świat Boga-Człowieka, ale również staramy się naprawiać i pielęgnować relacje międzyludzkie. Składamy wtedy sobie wzajemnie życzenia zdrowia, radości, pogody ducha, pomyślności i wszelkich innych dobrych rzeczy, w tym spełnienia marzeń, przy czym to ostatnie jest o tyle niebezpieczną kategorią, że nigdy przecież nie wiadomo, o czym marzy inny człowiek. Bierzemy to jednak zwykle prostodusznie i bez zacięcia recenzenckiego, z tak zwanym dobrodziejstwem inwentarza, pozostawiając rzecz cudzemu sumieniu, co w istocie wydaje się najlepszym rozwiązaniem.
Ja zatem również – zarówno z okazji świąt Bożego Narodzenia, jak i nadchodzącego Nowego Roku 2026 – życzę tego wszystkiego, co wymieniłam (włączając w to spełnienie marzeń), Czytelnikom mojego bloga oraz wszystkim, którzy zajrzą tu choćby okazjonalnie i jednorazowo. Niech Wam się darzy i niech łaski od Narodzonego spływają na Was obficie przez cały kolejny rok!
Zapowiedzi i plany blogowe
Końcówka starego roku oraz początek nowego to typowy czas podsumowań i snucia planów na przyszłość, więc i ja się o to pokuszę, wychylając się nieco (co robię bardzo rzadko) zza ściany moich tekstów literackich. Z punktu widzenia Powieściowiska, zarówno to, co wydarzyło się tu w 2025, jak i to, co planuję na 2026 można ogólnie określić jednym krótkim słowem – rutyna. Dominantą jest bowiem i ciągle jeszcze będzie Anabella, aczkolwiek powieść zmierza już powolutku i konsekwentnie do finału, więc, jak wspomniałam, mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się ją zakończyć i tym samym zamknąć mój najbardziej rozbudowany projekt literacki ever.
Anabella
Przy tej okazji, jako że na poziomie meta rzadko zabieram głos, dorzucę dwa słowa komentarza propos Anabelli. Jak wskazałam w opisie powieści, jest to swego rodzaju eksperyment i takie trochę przekorne pójście pod prąd ogólnych opinii głoszących, że powieść ma być zwarta i skondensowana, tj. nie może być zbyt długa, bo od pewnej granicy staje się po prostu nudna i niesterowalna. Otóż moja powieść już dawno przekroczyła z wielokrotnym naddatkiem te umowne granice i na tym się nie skończy, ponieważ na tym właśnie polega ten projekt.
Zaznaczę, że Anabella nie jest ambitnym projektem pisarskim aspirującym do półki tzw. „literatury wysokiej”, przeciwnie, jest to z założenia lekka zabawa literacka praktykowana hobbystycznie „ku pokrzepieniu serc”. Nie jest to również produkt komercyjny na sprzedaż, a choć z pewnych powodów wrzucam (ostatnio nota bene z dużym opóźnieniem) kolejne tomy na Rideró, jednocześnie tekst jest w całości publikowany w otwartym dostępie na blogu. Motywacja jak z czasów Balzaca czy Dumasa, czyli tzw. „stawka za linijkę”, to zdecydowanie nie mój styl, podobnie jak wszelka reklama, promocja, spotkania, warsztaty itp. Brr! Spróbowałam zachowawczo raz czy dwa promocji w wersji light i mam już absolutną, żelazną pewność, że tego nie cierpię, dlatego, jako że nie muszę, nie będę tego robić. Ba, wolność, jaką daje mi odcięcie się od wszelkich norm, wymagań, limitów, wskazań profesjonalistów, a zwłaszcza od komercji, jest po prostu nieoceniona! Na własnym blogu mogę sobie robić, co chcę, np. pisać jeden tekst kilometrami, jak właśnie Anabellę, i dobrze się przy tym bawić, a kto chce, niech czyta i bawi się razem ze mną.
Co do struktury Anabelli, przy całej jej tasiemcowej długości konstrukcja fabuły wbrew pozorom ma swoją logiczną strukturę, a efekt reiteracji rozmaitych motywów-kluczy w wątku głównym oraz rozbudowanie wątków pobocznych są zabiegami celowymi (i zresztą wcale niełatwymi), mają one bowiem imitować mechanizmy codziennego życia. W życiu tym, tak jak główna bohaterka, spotykamy wszak całe tabuny ludzi z ich najrozmaitszymi problemami, sukcesami, porażkami i błędami, a głównym naszym doświadczeniem jest to, co wydaje się najmniej atrakcyjne – rutyna i codzienność. Nierzadko jednak, jak w Anabelli, w najbardziej przeciętnym życiu pojawia się znienacka magiczna iskierka i powolutku, niejako w tle, buduje się w nim coś pięknego, takiego jak głębokie uczucie między dwojgiem ufających sobie ludzi, którzy krok po kroku odkrywają w sobie taką samą (lub tę samą) duszę. Ta cicha acz potężna magia nie jest wcale niczym wyjątkowym, przeznaczonym dla wybrańców, lecz na jakimś etapie życia mniej lub bardziej nieoczekiwanie może dotknąć każdego z nas.
Anabella jest bowiem w założeniu nie tylko romansem z nutą humoru, ale również wielowymiarową opowieścią o przyjaźni (w różnych jej odsłonach), odpowiedzialności, walce ze sobą i wewnętrznych przemianach ludzkich dusz. W tym ostatnim aspekcie staram się dbać o wszystkich bohaterów, również tych drugo- i trzecioplanowych, gdyż wszystkich ich na swój sposób lubię – nawet jeśli nie zawsze jako sylwetki ludzi, których rzeczywiście chciałabym spotkać w życiu, to na pewno jako literackie kreacje charakterologiczne.
Dopełnieniem tego projektu ma być motyw metafizyczny, który w Anabelli (jak i w wielu innych tekstach, które piszę) jest celowo bardziej wyeksponowany i przerysowany niż w codziennym życiu przeciętnego człowieka, ale jest przerysowany właśnie po to, by zwrócić nań szczególną uwagę Czytelnika. Albowiem każdy, absolutnie każdy z nas ma przynajmniej raz w życiu do czynienia z wymiarem nadprzyrodzonym, oczywiście na różne sposoby, czy to poprzez dziwny sen, który z czasem okazuje się „proroczym”, czy to przez niewytłumaczalne dla rozumu przeczucia i intuicje, czy to – w najskrajniejszych przypadkach – poprzez doświadczenia z pogranicza śmierci. Nawet jeśli tego nie zauważamy lub nie chcemy zauważać, to się po prostu w naszym życiu dzieje i doświadcza tego każdy bez wyjątku, choć nie każdy, jak milioner Krawczyk z Anabelli, umie uwrażliwić się na to i otworzyć umysł, zdejmując z niego sztywne blokady racjonalizmu i materialistycznego postrzegania świata.
Światła wigilijnej nocy
Na święta Bożego Narodzenia, aby uczcić po swojemu ich nastrój, mam w zanadrzu coś specjalnego, mianowicie całkiem nową (o)powieść zahaczającą o klimat wigilijno-bożonarodzeniowy, którą wrzucę na Powieściowisko właśnie w okresie okołoświątecznym. Jej zapowiedź zamieściłam już jakiś czas temu w zakładce Powieści, będzie to rodzaj świątecznego przerywnika, mimo że powieść, acz krótka, jest tekstem pełnowymiarowym. Tekst nosi tytuł Światła wigilijnej nocy i wykorzystuje zestaw modułów literackich, które najbardziej lubię, mianowicie romansowy wątek rodzącej się miłości spleciony z wątkiem sensacyjno-metafizycznym i okraszony lekką dozą humoru.
W zatłoczonym pociągu wiozącym ją na święta Bożego Narodzenia w rodzinne strony, Edyta zauważa tajemniczego mężczyznę o nietypowej urodzie, który uważnie jej się przygląda. Dziewczyna nie ma pojęcia, że ta pozornie nieistotna okoliczność wkrótce stanie się początkiem całej serii niewytłumaczalnych zdarzeń, które w wigilijną noc połączą niewidzialnymi nitkami analogii nieznaną nikomu historię z przeszłości z jej własnym życiem oraz z życiem kogoś jeszcze. Życie wchodzi zresztą w grę nie tylko w przenośni, ale i dosłownie, gdyż historia, tak jak ludzkie błędy, lubi się powtarzać.
Światła wigilijnej nocy to tekst o rozmiarach niedługiej powieści podzielony na 45 części bardzo różnej długości, dlatego na potrzeby publikacji blogowej planuję podzielić go inaczej, mianowicie na osiem odcinków, które pojawią się na Powieściowisku między Wigilią a sylwestrem, w rytmie po jednym odcinku dziennie. Rytm dzienny to oczywiście na moim blogu anomalia, ale zważywszy na tematykę, w tym tytuł związany z Wigilią Bożego Narodzenia, chciałabym, żeby ten tekst pojawił się w całości na blogu właśnie w tym wyjątkowym czasie. Będzie to tekst „bonusowy”, do poczytania w tak zwanym międzyczasie, gdyż nie zmieni to prawie niczego, jeśli chodzi o cotygodniowy rytm publikacji kolejnych rozdziałów Anabelli. Te będą ukazywać się dalej co tydzień aż do szczęśliwego (zwłaszcza dla mnie) zakończenia tej powieści-monstrum, które – jeśli nie zdarzą się (tfu, tfu!) jakieś nieprzewidziane okoliczności – nastąpi na blogu właśnie w nadchodzącym roku 2026. Jedynym zaburzeniem rytmu będzie brak odcinka w niedzielę 28 grudnia, gdyż będzie to data kolejnej części Świateł, a ja trzymam się zasady, że nigdy nie publikuję na blogu dwóch tekstów jednego dnia.
Spojrzenie wstecz
Na koniec jeszcze mała zmiana perspektywy, czyli małe spojrzenie wstecz. Tak się składa, że blog Powieści dla dziewczyn, na którym zaczynałam moją przygodę z tekstami literackimi w Internecie, ruszył 26 grudnia 2018, co oznacza, że za kilka dni minie równo 7 lat mojego blogowania. Jako że teksty stamtąd w całości przeniosłam tutaj, mogę śmiało powiedzieć, że ciągłość została zachowana, a skoro tak, to chyba jest co świętować? Swoją drogą te lata jakoś dziwnie szybko lecą… co roku mam wrażenie, że czas od świąt do świąt staje się coraz krótszy, to zaś skłania do iście filozoficznych wniosków.
Jak wiadomo, amatorskie projekty pisarskie mają to do siebie, że często kończą się szybciej, niż się zaczęły, zwłaszcza gdy pisanina idzie do szuflady (a blog jest dla mnie rodzajem wirtualnej szuflady, tyle że o otwartym dostępie). Przyznam, że kiedy zakładałam pierwszy blog, spodziewałam się, że inicjatywa ta może okazać się słomianym zapałem, ale postanowiłam spróbować i cóż… jak widać, próbuję tak już od lat siedmiu i póki co nie zamierzam z tego rezygnować.
Kilka uwag logistycznych
Na koniec dwa słowa dotyczące techniczno-logistycznej strony funkcjonowania bloga. Do tej pory, z czego bardzo się cieszę, udawało mi się zachować stały rytm publikacji odcinków powieści, które ukazywały się nie rzadziej niż raz w tygodniu, i ten rytm bardzo chciałabym utrzymać. Niemniej, jako że w życiu zdarzają się różne sytuacje, może się zdarzyć również jakaś cisza na blogu, wynikająca nie tyle z mojego lenistwa i zaniedbania, co z obiektywnych okoliczności. Wówczas proszę o wyrozumiałość, bo na pewno wrócę – oczywiście jeśli będę żywa, bo z zaświatów to już powrót byłby cokolwiek utrudniony. Niemniej pókim żywa, póty i blog będzie żył, przynajmniej do czasu zakończenia publikowania na nim Anabelli, która, zważywszy na swoją objętość i wielowątkowość, jest tekstem bardzo wymagającym, nie tylko ze względu na konieczność zachowania spójności, ale również od strony opracowania stylistyczno-formalnego. Przygotowanie każdego rozdziału i doprowadzenie go do stanu, który jest dla mnie satysfakcjonujący, wymaga sporo czasu i wysiłku, a ponieważ pisaniem zajmuję się stricte amatorsko i muszę łączyć je z regularną pracą zawodową, jest to zadanie naprawdę angażujące. Oczywiście robię to na własne życzenie i lubię to robić, niemniej czasem najzwyczajniej w świecie mogę nie powyrabiać się na zakrętach.
I chyba tyle. Zapraszam zatem serdecznie na moje Powieściowisko, w nadchodzącym czasie (24-31 grudnia 2025) zwłaszcza do lektury Świateł wigilijnej nocy, a wszystkim, którzy tu trafią, jeszcze raz życzę radosnych świąt Bożego Narodzenia i pomyślnego Nowego Roku 2026!
2 thoughts on “Garść świąteczno-noworocznych dywagacji”
Bardzo dziękuję za życzenia i możliwość zaglądania do pisarskiej szuflady. Dla Pani i Pani Bliskich: pokoju, spokoju, zdrowia, radości z codzienności, zadowolenia z niespodzianek, sukcesów w tworzeniu i w pracy oraz uśmiechów wokół siebie i w sobie.
Serdecznie dziękuję, Jagodo! ❤