Lodzia Makówkówna – Rozdział III
W ciągu dwóch kolejnych dni sprawa morderstwa na ulicy Wertera na nowo przycichła, pozwalając dziewczynie odzyskać relatywną równowagę.
W ciągu dwóch kolejnych dni sprawa morderstwa na ulicy Wertera na nowo przycichła, pozwalając dziewczynie odzyskać relatywną równowagę.
– Ja nie mogę, ale jaja! – zaśmiewała się Julka siedząca po turecku na łóżku Lodzi. – No to odbębniłaś w jeden dzień przygody, jakich niektórzy nie zaliczą przez pół życia. I w ogóle miałaś wielkie szczęście, że to się tylko tak skończyło!
Julka, najlepsza przyjaciółka Lodzi, z którą chodziły do jednej klasy w liceum, mieszkała w jej dzielnicy domków jednorodzinnych, zaledwie kilka przecznic dalej, w związku z czym ze szkoły wracały razem tym samym autobusem.
– Dziecko, ja ci nie będę dziesięć razy powtarzać, że mnie nie obchodzi, jaki jest dzisiejszy świat – Mamusia nie miała zamiaru dać się przekonać i nie wydawało się, by dalsze tłumaczenia w ogóle miały sens. – Masz już prawie dziewiętnaście lat, do dwudziestki niedaleko, a w tym wieku w naszej rodzinie nie wypada być starą panną i koniec.
Piotr spotkał się z Bykiem w czasie ferii przynaglony jego dramatycznym smsem. Byko był w fatalnej formie, schudł i poszarzał na twarzy, widać było, że się nie wysypia. Przy drugim piwie wyznał Piotrowi, że straszliwie boi się spotkania z Izą, jej powrotu do szkoły, na który przecież z drugiej strony czeka tak niecierpliwie i że jeśli ona mu nie wybaczy, to on zwariuje albo sobie coś zrobi.
Odmówiwszy stanowczo zjedzenia obiadu, Piotr zamknął się w pokoju, usiadł przy biurku i oparł głowę na łokciach, wbijając aż do bólu w czaszkę paznokcie rozcapierzonych palców. Wydarzenia tego piątkowego poranka były dla niego ciężkim przejściem, mimo że to nie on był ich głównym uczestnikiem — i zresztą właśnie z tego powodu czuł palący wstyd.
Lekcja matematyki powoli zbliżała się do końca, do dzwonka zostało zaledwie pięć minut, ale każdy, kto kiedykolwiek doświadczył nudy sięgającej poziomu stratosfery, wie, jak długo może trwać każda z tych pięciu sześćdziesięciosekundowych porcji wieczności.