Anabella – Rozdział CCXVIII
– Ciociu, Piotrek znowu zabrał mi czerwoną! – poskarżył się siedmioletni Jasio, starszy synek Lidii, podnosząc rudoblond główkę znad zeszytu ćwiczeń. – A ja muszę pokolorować te truskawki! I one muszą być czerwone!
– Ciociu, Piotrek znowu zabrał mi czerwoną! – poskarżył się siedmioletni Jasio, starszy synek Lidii, podnosząc rudoblond główkę znad zeszytu ćwiczeń. – A ja muszę pokolorować te truskawki! I one muszą być czerwone!
Zielone cyferki elektronicznego zegara ustawionego na komodzie w kącie układały się w godzinę piątą czterdzieści osiem, co Iza dostrzegła z daleka, uchyliwszy lekko powiekę. Co prawda widziała je niewyraźnie, co świadczyło niewątpliwie o jakimś problemie ze wzrokiem, ale kiedy zmrużyła oczy, wyostrzyły się, nie pozostawiając wątpliwości co do pory dnia. Naprawdę było już tak późno? Właściwie to wcześnie, jako że niepostrzeżenie w ferworze rozmowy nadchodził już niedzielny poranek.
„Porażka i klapa na całej linii” – myślała z zażenowaniem i ciężkim sercem Iza, zalewając wrzątkiem miętę w kuchni Majka. – „Nie dość, że zrobiłam głupią scenę, to jeszcze zarwie przez mnie noc, żeby wspierać mnie rozmową… czyli de facto żebym mogła jakoś naprawić to, co skaszaniłam. Jednak marny ze mnie komandos, skoro pierwszy lepszy impuls tak łatwo potrafi mnie powalić i rozłożyć na łopatki. Ale co zrobić? Nie mogłam nic poradzić, to było silniejsze ode mnie.”
Klientela Anabelli, która pomimo późnej pory pozostała do końca imprezy, świetnie bawiła się na parkiecie przy ostatnich utworach zamykających styczniowy Dzień Francuski.
Pierwszy w nowym roku, a historycznie już czwarty Dzień Francuski w Anabelli przebiegał rutynowo i bez komplikacji, zwłaszcza że do pomocy na sali zostały dziś zwerbowane dodatkowe osoby pracujące w trybie dorywczym. Wśród nich były dwie koleżanki ze szkoły wieczorowej Zuzi, które ta poleciła Izie dzień wcześniej jako chętne do wsparcia zespołu i zarobienia przy tym paru groszy.
„Nareszcie!” – pomyślała z ulgą ale i z niepokojem Iza, kiedy leżący przy niej na stole w kuchni telefon rozdzwonił się, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Marty. – „Oby tylko z dobrymi wieściami!”
Iza, jeszcze raz dziękuję za zbiórkę dla Karolinki. Udało się uskładać potrzebną kwotę i jutro wylatują z Asią do USA. Trzymaj za nią kciuki! Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Majka. Madi.
– Fajnie ci, że masz już z głowy zaliczenie z seminarium – zagadnęła nie bez nuty zazdrości Marta, kiedy po zakończonych zajęciach zmierzały z Izą do szatni. – Ja ciągle nie mogę się zebrać, dopiero za tydzień spróbuję coś mu przynieść. Jak ty to robisz, że trzymasz taką dyscyplinę?
– Jak to nie ma Lidii? – zdumiała się i zaniepokoiła Iza, rozpinając pośpiesznie płaszcz. – To gdzie jest? Przecież zostało już tylko dwadzieścia pięć minut do otwarcia!
– Leczo z ziemniakami, na to bym na pewno nie wpadła! – zauważyła wesoło Iza zajęta obieraniem papryki. – Kupiłam tę cukinię bardziej z myślą o plackach, ale masz rację, to będzie o wiele lepsze, w dodatku bez smażenia na głębokim tłuszczu.