Browsed by
Category: Powieść

Światła wigilijnej nocy (4)

Światła wigilijnej nocy (4)

14.   Dni mijały Edycie jak w kalejdoskopie, a codzienna rutyna zawodowa i korporacyjny wyścig szczurów sprawiały, że święta spędzone w miasteczku wydawały jej się jakby nie do końca realnym czasem przeżytym w jakimś innym świecie. Z jednej strony wydarzenia tamtych dni otaczała w jej pamięci na wpół rozmyta, oniryczna aura, z drugiej jednak musiała przyznać, że tak intensywnych wrażeń nie doznała jeszcze nigdy, zwłaszcza w takiej kumulacji.

Światła wigilijnej nocy (3)

Światła wigilijnej nocy (3)

7.   – Nie pozwolę ci umrzeć – szeptała uspokajająco Edyta, otulając własną kurtką leżącego wciąż bezwładnie, nieprzytomnego Stefana. – Będziesz żył, zobaczysz. Pomoc już jedzie, zaraz tu będą… Wytrzymaj jeszcze trochę.

Światła wigilijnej nocy (2)

Światła wigilijnej nocy (2)

3.   Sobota i pół niedzieli minęły Edycie jak w nierealnej mgle, z której nie umiała wyjść, mimo że pozornie wykonywała wszystkie zaplanowane na ten czas czynności sumiennie i bez opóźnień. Jako że w dzień jej przyjazdu z Warszawy dom był już pięknie wysprzątany, pozostało jej tylko pomóc matce i babci w ubieraniu choinki oraz w gotowaniu świątecznych przysmaków dla rodziny, która w Wigilię miała licznie zjechać do nich z różnych stron Polski i zostać na dwie noce aż do…

Read More Read More

Światła wigilijnej nocy (1)

Światła wigilijnej nocy (1)

1.   Dawno przepełniony pociąg nadal się dopełniał, przez co w wagonie nie było już praktycznie ani centymetra wolnej przestrzeni. Edyta, która ustąpiła swoje zarezerwowane miejsce siedzące jakiejś starszej pani, stała w przejściu między tłoczącymi się pasażerami ściśnięta jak sardynka w puszce, coraz mocniej przygniatana bokiem do oparcia jednego z siedzeń, ze wszystkich sił starając się utrzymać równowagę.

Anabella – Rozdział CCXIX

Anabella – Rozdział CCXIX

Luksusowa rezydencja Krawczyka tonęła w ciężkiej zimowej mgle, bo choć w końcówce stycznia na kilka dni wróciły mrozy, dziś znów temperatura podniosła się, a zimne powietrze przesyciło się nieprzyjemną wilgocią. Budynek, którego oddalone od frontowego wejścia skrzydła były ledwo widoczne zza owej szarej zasłony, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej sprawiał ponure wrażenie jakby złowrogiego, nawiedzonego zamczyska, a efekt ten wzmagał się, gdy weszło się do środka.

Anabella – Rozdział CCXVII

Anabella – Rozdział CCXVII

Zielone cyferki elektronicznego zegara ustawionego na komodzie w kącie układały się w godzinę piątą czterdzieści osiem, co Iza dostrzegła z daleka, uchyliwszy lekko powiekę. Co prawda widziała je niewyraźnie, co świadczyło niewątpliwie o jakimś problemie ze wzrokiem, ale kiedy zmrużyła oczy, wyostrzyły się, nie pozostawiając wątpliwości co do pory dnia. Naprawdę było już tak późno? Właściwie to wcześnie, jako że niepostrzeżenie w ferworze rozmowy nadchodził już niedzielny poranek.

Anabella – Rozdział CCXVI

Anabella – Rozdział CCXVI

„Porażka i klapa na całej linii” – myślała z zażenowaniem i ciężkim sercem Iza, zalewając wrzątkiem miętę w kuchni Majka. – „Nie dość, że zrobiłam głupią scenę, to jeszcze zarwie przez mnie noc, żeby wspierać mnie rozmową… czyli de facto żebym mogła jakoś naprawić to, co skaszaniłam. Jednak marny ze mnie komandos, skoro pierwszy lepszy impuls tak łatwo potrafi mnie powalić i rozłożyć na łopatki. Ale co zrobić? Nie mogłam nic poradzić, to było silniejsze ode mnie.”