Anabella – Rozdział CCXV
Klientela Anabelli, która pomimo późnej pory pozostała do końca imprezy, świetnie bawiła się na parkiecie przy ostatnich utworach zamykających styczniowy Dzień Francuski.
Klientela Anabelli, która pomimo późnej pory pozostała do końca imprezy, świetnie bawiła się na parkiecie przy ostatnich utworach zamykających styczniowy Dzień Francuski.
Pierwszy w nowym roku, a historycznie już czwarty Dzień Francuski w Anabelli przebiegał rutynowo i bez komplikacji, zwłaszcza że do pomocy na sali zostały dziś zwerbowane dodatkowe osoby pracujące w trybie dorywczym. Wśród nich były dwie koleżanki ze szkoły wieczorowej Zuzi, które ta poleciła Izie dzień wcześniej jako chętne do wsparcia zespołu i zarobienia przy tym paru groszy.
„Nareszcie!” – pomyślała z ulgą ale i z niepokojem Iza, kiedy leżący przy niej na stole w kuchni telefon rozdzwonił się, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Marty. – „Oby tylko z dobrymi wieściami!”
Iza, jeszcze raz dziękuję za zbiórkę dla Karolinki. Udało się uskładać potrzebną kwotę i jutro wylatują z Asią do USA. Trzymaj za nią kciuki! Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Majka. Madi.
– Fajnie ci, że masz już z głowy zaliczenie z seminarium – zagadnęła nie bez nuty zazdrości Marta, kiedy po zakończonych zajęciach zmierzały z Izą do szatni. – Ja ciągle nie mogę się zebrać, dopiero za tydzień spróbuję coś mu przynieść. Jak ty to robisz, że trzymasz taką dyscyplinę?
– Jak to nie ma Lidii? – zdumiała się i zaniepokoiła Iza, rozpinając pośpiesznie płaszcz. – To gdzie jest? Przecież zostało już tylko dwadzieścia pięć minut do otwarcia!
– Leczo z ziemniakami, na to bym na pewno nie wpadła! – zauważyła wesoło Iza zajęta obieraniem papryki. – Kupiłam tę cukinię bardziej z myślą o plackach, ale masz rację, to będzie o wiele lepsze, w dodatku bez smażenia na głębokim tłuszczu.
Zegar na ścianie wskazywał godzinę siódmą dwadzieścia pięć, kiedy przez zaciągnięte zasłony zaczęły przenikać pierwsze smugi budzącego się dnia. Niedzielny poranek zapowiadał się bardzo spokojnie, w kamienicy było jeszcze cicho, choć niektórzy sąsiedzi musieli się już obudzić, gdyż czasami przez ściany dobiegał głuchy hałas otwieranych albo zamykanych drzwi.
Kiedy przebrzmiały wreszcie ostatnie takty utworu zamykającego sobotnią dyskotekę w Anabelli i najwytrwalsi goście opuścili lokal, a następnie padający z nóg zespół uporał się z przygotowaniem sali pod poranne sprzątanie, wybiła godzina druga trzydzieści i wszyscy mieli już serdecznie dość zakończonej właśnie dniówki.
Jako że w sobotni wieczór miała się odbyć pierwsza standardowa dyskoteka po Nowym Roku oficjalnie inaugurująca sezon karnawałowy w Anabelli, od godziny dwudziestej spodziewano się tam istnych tłumów gości. Zresztą już około szesnastej widać było większą niż normalnie ilość klientów, co stanowiło jasny sygnał dla zespołu – należy się przygotować, by od dwudziestej działać w trybie „wszystkie ręce na pokład”.