Anabella – Rozdział CLXXXVIII
Krawczyk, ubrany w elegancki garnitur i usadzony na luksusowym wózku inwalidzkim, powitał Izę u progu jadalni, gdzie czekał już wykwintnie nakryty stół.
Krawczyk, ubrany w elegancki garnitur i usadzony na luksusowym wózku inwalidzkim, powitał Izę u progu jadalni, gdzie czekał już wykwintnie nakryty stół.
Mimo że poprzedniego wieczoru Iza zapomniała nastawić budzika w telefonie, w naturalny sposób obudziła się kilka minut po siódmej. Sprawdziwszy godzinę, zerknęła na powiadomienia, które informowały o czterech nowych smsach. Trzy najnowsze pochodziły sprzed zaledwie kilkunastu minut i nadeszły jeden po drugim z numeru Darka.
Dźwięk alarmu wyrwał Izę z tak głębokiego snu, że w pierwszym momencie nie wiedziała, ani gdzie jest, ani jak powinna zareagować na ten przeszywający mózg hałas. Ledwo udało jej się wyłączyć budzik i nieco rozkleić oczy, telefon odezwał się znowu, tym razem dzwonkiem przychodzącego połączenia. Na ekranie wyświetliło się imię Amelii.
– Iza, powiedz mi, co z Martusią? – zapytała konspiracyjnie Lodzia, kiedy obie wyszły z sali i zatrzymały się przy schodach. – Udało ci się jakoś załatwić tę sprawę?
– Iza, tort gotowy do załadunku! – zameldowała wesoło Dorota. – Jak jest gdzieś szef, to powiedz mu, żeby podrzucił nam tego fanta, co? Zaraz musimy to zamknąć i wstawić do lodówki, nie może tak stać w gorącym.
Zmierzając do pracy, Iza odebrała sms od Majka. Iza, zgłaszam nieobecność, wypadło mi coś ważnego. Dopilnujesz chłopaków przy montażu ledów? Postaram się dotrzeć do firmy przed zamknięciem i zdążyć na próbę światła.
Przez okna kościoła, w którym właśnie skończyła się poranna msza, dopiero teraz zaczynały przenikać pierwsze lumeny światła, a i ono było słabe, dzień bowiem zapowiadał się pochmurnie.
Kiedy Iza przecknęła się z najgłębszego snu, odniosła wrażenie, jakby jej świadomość wyłaniała się stopniowo z gęstej szarej mgły. Pierwszym impulsem, jaki do niej dotarł, było uczucie ciepła bijącego z innego źródła niż jej własne ciało, to zaś tak ją zaskoczyło i zaniepokoiło, że odruchowo poderwała głowę, siłą rozklejając zaspane powieki.
– Zacznę od razu drugi z moich tematów – powiedział Majk, kiedy oboje z Izą szli do salonu, niosąc talerz z przygotowanymi w kuchni kanapkami, sztućce, dwa wolne talerzyki, dwa kubki i dzbanek ze świeżo zaparzoną herbatą na kolację. – Zresztą chyba już o tym słyszałaś, Lodzia twierdzi, że ci wspominała. Chodzi o jej imieniny u nas w środę.
„Niezła wtopa” – pomyślała z zażenowaniem Iza, kiedy wraz z Majkiem w milczeniu zmierzali do samochodu. – „Ostro przypaliłyśmy z dziewczynami i to była moja wina, niepotrzebnie pytałam przy nich o tę umowę.