Światła wigilijnej nocy (3)
7. – Nie pozwolę ci umrzeć – szeptała uspokajająco Edyta, otulając własną kurtką leżącego wciąż bezwładnie, nieprzytomnego Stefana. – Będziesz żył, zobaczysz. Pomoc już jedzie, zaraz tu będą… Wytrzymaj jeszcze trochę.
7. – Nie pozwolę ci umrzeć – szeptała uspokajająco Edyta, otulając własną kurtką leżącego wciąż bezwładnie, nieprzytomnego Stefana. – Będziesz żył, zobaczysz. Pomoc już jedzie, zaraz tu będą… Wytrzymaj jeszcze trochę.
3. Sobota i pół niedzieli minęły Edycie jak w nierealnej mgle, z której nie umiała wyjść, mimo że pozornie wykonywała wszystkie zaplanowane na ten czas czynności sumiennie i bez opóźnień. Jako że w dzień jej przyjazdu z Warszawy dom był już pięknie wysprzątany, pozostało jej tylko pomóc matce i babci w ubieraniu choinki oraz w gotowaniu świątecznych przysmaków dla rodziny, która w Wigilię miała licznie zjechać do nich z różnych stron Polski i zostać na dwie noce aż do…
1. Dawno przepełniony pociąg nadal się dopełniał, przez co w wagonie nie było już praktycznie ani centymetra wolnej przestrzeni. Edyta, która ustąpiła swoje zarezerwowane miejsce siedzące jakiejś starszej pani, stała w przejściu między tłoczącymi się pasażerami ściśnięta jak sardynka w puszce, coraz mocniej przygniatana bokiem do oparcia jednego z siedzeń, ze wszystkich sił starając się utrzymać równowagę.
Luksusowa rezydencja Krawczyka tonęła w ciężkiej zimowej mgle, bo choć w końcówce stycznia na kilka dni wróciły mrozy, dziś znów temperatura podniosła się, a zimne powietrze przesyciło się nieprzyjemną wilgocią. Budynek, którego oddalone od frontowego wejścia skrzydła były ledwo widoczne zza owej szarej zasłony, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej sprawiał ponure wrażenie jakby złowrogiego, nawiedzonego zamczyska, a efekt ten wzmagał się, gdy weszło się do środka.
Zgodnie z zapowiedzią poczynioną w tym wpisie, posty okolicznościowe na Powieściowisku są i nadal będą rzadkością, jednak noblesse oblige i dziś przyszedł dobry moment, by taki właśnie post popełnić. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok 2026, co prawda zostało do nich jeszcze kilka dni, ale już teraz chciałabym do nich nawiązać, zarówno ogólnie, jak i w kontekście blogowym związanym z planami na przyszłość.
– Ciociu, Piotrek znowu zabrał mi czerwoną! – poskarżył się siedmioletni Jasio, starszy synek Lidii, podnosząc rudoblond główkę znad zeszytu ćwiczeń. – A ja muszę pokolorować te truskawki! I one muszą być czerwone!
Zielone cyferki elektronicznego zegara ustawionego na komodzie w kącie układały się w godzinę piątą czterdzieści osiem, co Iza dostrzegła z daleka, uchyliwszy lekko powiekę. Co prawda widziała je niewyraźnie, co świadczyło niewątpliwie o jakimś problemie ze wzrokiem, ale kiedy zmrużyła oczy, wyostrzyły się, nie pozostawiając wątpliwości co do pory dnia. Naprawdę było już tak późno? Właściwie to wcześnie, jako że niepostrzeżenie w ferworze rozmowy nadchodził już niedzielny poranek.
„Porażka i klapa na całej linii” – myślała z zażenowaniem i ciężkim sercem Iza, zalewając wrzątkiem miętę w kuchni Majka. – „Nie dość, że zrobiłam głupią scenę, to jeszcze zarwie przez mnie noc, żeby wspierać mnie rozmową… czyli de facto żebym mogła jakoś naprawić to, co skaszaniłam. Jednak marny ze mnie komandos, skoro pierwszy lepszy impuls tak łatwo potrafi mnie powalić i rozłożyć na łopatki. Ale co zrobić? Nie mogłam nic poradzić, to było silniejsze ode mnie.”
Klientela Anabelli, która pomimo późnej pory pozostała do końca imprezy, świetnie bawiła się na parkiecie przy ostatnich utworach zamykających styczniowy Dzień Francuski.
Pierwszy w nowym roku, a historycznie już czwarty Dzień Francuski w Anabelli przebiegał rutynowo i bez komplikacji, zwłaszcza że do pomocy na sali zostały dziś zwerbowane dodatkowe osoby pracujące w trybie dorywczym. Wśród nich były dwie koleżanki ze szkoły wieczorowej Zuzi, które ta poleciła Izie dzień wcześniej jako chętne do wsparcia zespołu i zarobienia przy tym paru groszy.