Anabella – Rozdział XXX
– Dzisiaj zostanę u pana dłużej, panie Szczepciu – obiecała Iza, przyglądając się z troską bladej i jakby pożółkłej twarzy staruszka.
– Dzisiaj zostanę u pana dłużej, panie Szczepciu – obiecała Iza, przyglądając się z troską bladej i jakby pożółkłej twarzy staruszka.
– Iza, jeszcze tylko tobie nic nie mówiłyśmy – zagadnęła Basia, kiedy po przygotowaniu sali kelnerki zabrały się za przebieranie w jednakowe czarno-białe sukienki, w których miały wystąpić na koktajlu. – Pracowałaś przy remoncie w łazience i nie było okazji.
– Dwa milimetry bliżej musicie ciąć – ostrzegła Iza, przyglądając się krytycznym wzrokiem ustawieniu płytki, którą Antek i Majk właśnie mieli przycinać do odpowiedniego rozmiaru.
– No to opowiedz w końcu, jak tam było na Roztoczu – zagadnęła Iza, kiedy po zakończonych zajęciach schodziły z Martą na dół wraz z całym tłumem kolegów i studentów z innych kierunków. – Gdzie dokładnie byliście?
– Naprawdę zrobiłaś piorunujące postępy – pochwaliła Lodzię Iza po zakończonej lekcji francuskiego. – Sama widzisz. Trochę praktyki i od razu jakie efekty!
Jasne słońce sobotniego przedpołudnia wpadało szerokim strumieniem do wysprzątanego na błysk pokoju pana Szczepana.
– Łał, Iza, ale z ciebie dżaga! – zakrzyknął z uznaniem Kacper, wszedłszy do przedpokoju, gdzie Iza szykowała się do wyjścia. – Jaka super kiecka!
– Przepraszam, że przeszkadzam ci, Lodziu – zagadnęła cicho Iza, pochylając się nad solenizantką siedzącą w centrum urodzinowego stołu. – Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzimy z Victorem na dwór… chciałby przespacerować się trochę i zobaczyć Lublin, więc zabieram go na małą przechadzkę.
Zbliżała się osiemnasta, kiedy Iza z sercem bijącym mocniej niż zwykle schodziła po kamiennych schodkach do klubu Anabella, w którym na co dzień pracowała, a w którym dziś miała wziąć udział w urodzinowym przyjęciu Lodzi w charakterze zaproszonego gościa.
– Tak, Izunia – mówiła z satysfakcją Amelia, sięgając po serwetkę i wycierając sobie usta po zakończonym właśnie świątecznym śniadaniu.