Anabella – Rozdział XXXII
Kolejne dni upływały Izie na rozpamiętywaniu szczęścia, jakie znów stało się jej udziałem po czterech długich latach.
Kolejne dni upływały Izie na rozpamiętywaniu szczęścia, jakie znów stało się jej udziałem po czterech długich latach.
Muzyka płynąca z głośnika powoli przycichła, po czym nastawiony na cykliczne odtwarzanie utwór instrumentalny rozpoczął się od nowa.
– Dzisiaj zostanę u pana dłużej, panie Szczepciu – obiecała Iza, przyglądając się z troską bladej i jakby pożółkłej twarzy staruszka.
– Iza, jeszcze tylko tobie nic nie mówiłyśmy – zagadnęła Basia, kiedy po przygotowaniu sali kelnerki zabrały się za przebieranie w jednakowe czarno-białe sukienki, w których miały wystąpić na koktajlu. – Pracowałaś przy remoncie w łazience i nie było okazji.
– Dwa milimetry bliżej musicie ciąć – ostrzegła Iza, przyglądając się krytycznym wzrokiem ustawieniu płytki, którą Antek i Majk właśnie mieli przycinać do odpowiedniego rozmiaru.
– No to opowiedz w końcu, jak tam było na Roztoczu – zagadnęła Iza, kiedy po zakończonych zajęciach schodziły z Martą na dół wraz z całym tłumem kolegów i studentów z innych kierunków. – Gdzie dokładnie byliście?
– Naprawdę zrobiłaś piorunujące postępy – pochwaliła Lodzię Iza po zakończonej lekcji francuskiego. – Sama widzisz. Trochę praktyki i od razu jakie efekty!
Jasne słońce sobotniego przedpołudnia wpadało szerokim strumieniem do wysprzątanego na błysk pokoju pana Szczepana.
– Łał, Iza, ale z ciebie dżaga! – zakrzyknął z uznaniem Kacper, wszedłszy do przedpokoju, gdzie Iza szykowała się do wyjścia. – Jaka super kiecka!
– Przepraszam, że przeszkadzam ci, Lodziu – zagadnęła cicho Iza, pochylając się nad solenizantką siedzącą w centrum urodzinowego stołu. – Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzimy z Victorem na dwór… chciałby przespacerować się trochę i zobaczyć Lublin, więc zabieram go na małą przechadzkę.