Lodzia Makówkówna – Rozdział XXIII
Pociąg ze zgrzytem hamulców zatrzymał się na peronie. Pasażerowie wysiedli pośpiesznie, gdyż Lublin nie był stacją końcową i skład miał jechać dalej.
Pociąg ze zgrzytem hamulców zatrzymał się na peronie. Pasażerowie wysiedli pośpiesznie, gdyż Lublin nie był stacją końcową i skład miał jechać dalej.
Dni górskiej wycieczki mijały jak sen… Piękne szlaki Karkonoszy, chwytające za serce widoki przyrody, a wieczorami przyjemne zmęczenie mięśni i wesołe wieczory integracyjne w towarzystwie koleżanek i kolegów sprawiały, że Lodzia spała nocami zdrowym, spokojnym snem, który przychodził do niej zaraz, gdy tylko przykładała głowę do poduszki.
Efektowne przeprosiny Majka oraz pozytywne informacje o stanie zdrowia Pabla podniosły nieco na duchu wycieńczoną emocjami ostatniej doby Lodzię.
Chłodne, wieczorne powietrze przyjemnie orzeźwiło rozpaloną przeżywanymi emocjami twarz Lodzi. Oboje z Arturem wyszli z bramy kamienicy i ruszyli ulicą przed siebie.
Niedzielny obiad kończył się leniwie, sztućce poszczękiwały cicho o talerze, przez okno salonu wpadały wesołe promyki popołudniowego słońca. Lodzia siedziała dziś przy stole uśmiechnięta, z błyszczącymi oczami, a do tego jadła z wielkim apetytem, co nie umknęło uwadze rodziny spoglądającej na nią ze szczerym zadowoleniem.
– Powiedz mi, dziecinko – zagadnęła Lodzię pani Stefania, sadowiąc się na krześle przy jej łóżku. – Jutro już wychodzisz?
Mamusia wpadła objuczona dwiema brezentowymi torbami, w których przyniosła owoce, paszteciki oraz trzy termosy – z rosołem, z barszczem i z zupą pomidorową – bowiem Wielka Triada wzięła sobie do serca to, że „kochana Lodzieńka” co prawda dżemów jeść nie chce, ale za to chętnie akceptuje domową zupę.
– Lodziu, będę u ciebie po szesnastej – oznajmiła przez telefon Mamusia. – Przywieźć ci jakieś dobre dżemiki?
Tatuś przyszedł po siedemnastej. Godziny wizyt na oddziale były wyznaczone między szesnastą a osiemnastą i pielęgniarki bardzo skrupulatnie pilnowały w tym względzie dyscypliny. Lodzia z wdzięcznością wzięła z jego rąk utęsknioną ładowarkę.
W sobotni poranek siedemnastego marca Lodzia obudziła się z potwornym bólem gardła i wysoką gorączką, co natychmiast uruchomiło alarm w całym domu.