Anabella – Rozdział XCII
– Uwaga, tniemy!
– Uwaga, tniemy!
– Dziękuję panu – uśmiechnęła się Iza, chowając do papierowej teczki swoją kopię rachunku, którą przed chwilą podpisała wraz z hydraulikiem na zakurzonym parapecie mieszkania przy Bernardyńskiej.
Sygnał przychodzącego smsa oderwał Izę od książki, nad którą ślęczała od prawie dwóch godzin, usiłując wkuć do głowy kolejną porcję historii literatury francuskiej.
Nocną zmianę, na której z powodu natłoku klientów cały zespół Anabelli dwoił się i troił, Iza przeżyła jak w transie, ze wszystkich sił starając się odsunąć od siebie dręczące myśli o świeżo zakończonym spotkaniu z Michałem, by móc w pełni skupić na wymagającej uwagi pracy.
Ciepły i pogodny wieczór ostatniego maja roztaczał wokół atmosferę późnej wiosny, tak buzującej świeżą zielenią i bogactwem kolorowych kwiatów, że serce Izy aż wyrywało się z piersi w odruchu spontanicznej radości.
Smakowity zapach jajecznicy na szynce, którą Iza usmażyła na kolację według przepisu podpatrzonego u Majka, natychmiast przyciągnęła do kuchni pana Stanisława.
– Trzymaj się, Izunia! – rzuciła serdecznie Lodzia, ściskając Izę na pożegnanie. – Cudowne przyjęcie! Tej zjawiskowej crème brûlée i tortu z malinami nie zapomnę nigdy! Gratulacje i dla ciebie, i dla Majka!
Kiedy Iza, która od kilkunastu minut rozmawiała na osobności ze znajomą blondynką z długim warkoczem, wraz z nią udała się na zaplecze i zniknęła tam na dobre, dopijający wodę mineralną Michał uznał, że teraz już naprawdę czas się stąd wynosić.
– Iza, Antek prosił, żebyś zajrzała do niego na chwilę – powiedziała Gosia, wchodząc do kuchni, gdzie Iza w towarzystwie trzech kucharek pochylała się właśnie nad próbką zapieczonej w szklanej miseczce i świeżo wystudzonej crème brûlée.
Ciężkie drzwi w głębi sali widzeń otworzyły się z głuchym szczękiem i ubrany na czarno strażnik więzienny wprowadził do środka Kacpra.