Anabella – Rozdział LXXII
Anabella działała w normalnym trybie klubo-restauracji z dyskoteką przewidzianą na sobotni wieczór, co ściągało w jej podwoje coraz gęstsze tłumy żądnych zabawy klientów.
Anabella działała w normalnym trybie klubo-restauracji z dyskoteką przewidzianą na sobotni wieczór, co ściągało w jej podwoje coraz gęstsze tłumy żądnych zabawy klientów.
– Ależ, Lodziu, to chyba oczywiste, że ja zajmę się Victorem – zapewniła swą rozmówczynię Iza, siadając z telefonem na wersalce.
Delikatny wiosenny wietrzyk rozwiewał włosy Izy, igrając w płatkach przyniesionych przez nią kwiatów, które od kilku minut pracowicie układała w kamiennych wazonach na grobie swoich rodziców.
„Oby tylko Robik zgodził się przyjąć usługi mecenasa Giziaka” – myślała w zafrasowaniu Iza, wpatrując się w rozległe polne krajobrazy widoczne zza szyby okna pędzącego pociągu.
– I co o tym myślisz, stary? – zagadnął ostrożnie Majk po długiej chwili milczenia, jakie nastąpiło w chwili, gdy Iza przestała mówić. – Niezły przyjemniaczek, co?
„I to by było na tyle” – pomyślała z satysfakcją Iza, zawiązując worek na śmieci, do którego właśnie wsypała ostatnią szufelkę pyłu zmiecionego z podłogi w łazience.
– Nie, Vic, skądże, nie przeszkadzasz mi – zapewniła go z uśmiechem Iza, zamykając drzwi i schodząc po schodach z telefonem przy uchu.
„Wezwanie do notariusza i radcy prawnego?” – zdumiała się Iza, wyciągnąwszy ze skrzynki zaadresowane do niej pismo urzędowe.
Kolejne dni minęły Izie jak sen, z którego zapamiętała tylko niektóre obrazy.
Wesołe gaworzenie małego Edzia napełniało kuchnię radosną atmosferą, którą Iza chłonęła jak gąbka, upajając się myślą, że jeszcze w tym roku podobny dziecięcy szczebiot wypełni jej rodzinny dom w Korytkowie.