Anabella – Rozdział LXII
„Szczepcio wydaje się coraz zdrowszy” – myślała Iza, pośpiesznie zmierzając zaśnieżonym chodnikiem w stronę ulicy Zamkowej.
„Szczepcio wydaje się coraz zdrowszy” – myślała Iza, pośpiesznie zmierzając zaśnieżonym chodnikiem w stronę ulicy Zamkowej.
Tłok pod salą egzaminacyjną powoli się rozrzedzał. Większość grupy, w tym Marta, była już po ustnym egzaminie z literatury, jednak Iza, mając nazwisko na literę W, nadal czekała na swoją kolej.
– To jest bardzo dobre, Michasiu – przyznał pan Szczepan pochylony nad porcją włoskiego spaghetti, które Majk przywiózł dla niego z Anabelli i odgrzał mu w kuchni.
– No dobra, czyli do ciebie się nie przystawiał? – upewnił się Majk, dolewając sobie piwa i pociągając powoli niewielkiego łyka.
– Nie no, żarcie jest okej – zapewnił Izę Kacper, gniotąc w obu swoich rękach jej dłoń wyciągniętą ku niemu na blacie stolika w sali widzeń.
– Szczepciu, co ja widzę? – rzuciła ze zdziwieniem Iza, wchodząc do kuchni pana Szczepana po rozebraniu się z płaszcza. – Wychodziłeś dzisiaj na dwór?
Iza, błagam, musimy się spotkać! Mogłabyś przyjechać do mnie jutro na trzynastą? Bardzo mi zależy. Lodzia. Treść smsa, który przyszedł w środowy wieczór, zaalarmował i zaniepokoił Izę swym dramatycznym tonem, zupełnie niepodobnym do standardowego stylu smsów, jakie w przeszłości dostawała od Lodzi.
– O, tutaj też jest kotka Isabelle! – zaśmiała się Iza, pokazując Majkowi kolejne zdjęcie na wyświetlaczu telefonu.
Pociąg zbliża się do stacji końcowej Lublin. Prosimy o przygotowanie się do wysiadania. Dziękujemy Państwu za wspólną podróż i życzymy miłego pobytu.
– Anne, Isabelle, vous descendez? – zawołał z dołu Jean-Pierre. – Victor est déjà là!*