Lodzia Makówkówna – Rozdział X
– To co, nie jeździsz już w ogóle na tańce? – zapytała Julka, odwijając kanapkę z folii śniadaniowej. – Myślałam, że dalej będą ci kazały tańczyć z Karolem.
– To co, nie jeździsz już w ogóle na tańce? – zapytała Julka, odwijając kanapkę z folii śniadaniowej. – Myślałam, że dalej będą ci kazały tańczyć z Karolem.
– Lodziu, w najbliższą sobotę powinnaś odwiedzić Karolka – oznajmiła stanowczym tonem Mamusia. – To już będą dwa tygodnie, odkąd skręcił nogę, a nie widzieliście się ani razu. W czwartek w dodatku poszłaś na miasto bez niego, no, ja rozumiem, że musicie sobie z Julcią odpocząć, skorzystać trochę z ferii… ale pomyśl, jak on się czuje? Siedzi ciągle zamknięty w domu i nawet nie może cię zobaczyć. To nie do pomyślenia.
– Lodziu, i jak smakował nasz makowiec? – zapytała Ciotka Lucy przy późnym śniadaniu zorganizowanym specjalnie dla studniówkowej balowiczki, która dopiero po dziesiątej wstała z łóżka i zeszła na dół.
– Ja już dziękuję – powiedziała Lodzia, odstawiając szklankę z sokiem na stół, przy którym studniówkowi balowicze odbywali właśnie drugą turę poczęstunku. – Ta sałatka była znakomita, ale ciasta to już chyba nie upchnę… A jak tam specjał mojej cioci?
Budynek szkoły był dziś wyjątkowo mocno oświetlony i wokół panował nadzwyczajny ruch, przed wejściem stało sporo osób zbitych w większe lub mniejsze grupki, a do tego co chwila podjeżdżały samochody i taksówki, z których wysiadało rozgadane, obładowane niezbędnymi gadżetami towarzystwo. Pablo uśmiechnął się na ten widok.
W ostatnich dniach stycznia dziewczyny całą uwagę skupiły na przygotowaniach do balu studniówkowego, dobierając dodatki do swych kreacji wieczorowych i dopinając szczegóły na ostatni guzik. Julka postanowiła zamówić na sobotę rano fryzjera, by skorzystać z profesjonalnego wsparcia w realizacji uczesania, natomiast Lodzia dawno już uznała, że nie będzie wydziwiać i sama uczesze się w jakiś prosty kok, w czym ewentualnie pomoże jej Ciotka Lucy.
Wieczorne wyjście na dyskotekę w rekomendowanym przez Karola klubie Anabella zostało ustalone na jedną z sobót w połowie stycznia. Kolejną zabawą, zaplanowaną dwa tygodnie później, miała być studniówka, zatem Lodzia oddychała już duchem karnawału, zamierzając dobrze się rozerwać, zanim trzeba będzie usiąść do nauki do matury.
W ciągu dwóch kolejnych dni sprawa morderstwa na ulicy Wertera na nowo przycichła, pozwalając dziewczynie odzyskać relatywną równowagę.
– Ja nie mogę, ale jaja! – zaśmiewała się Julka siedząca po turecku na łóżku Lodzi. – No to odbębniłaś w jeden dzień przygody, jakich niektórzy nie zaliczą przez pół życia. I w ogóle miałaś wielkie szczęście, że to się tylko tak skończyło!
Julka, najlepsza przyjaciółka Lodzi, z którą chodziły do jednej klasy w liceum, mieszkała w jej dzielnicy domków jednorodzinnych, zaledwie kilka przecznic dalej, w związku z czym ze szkoły wracały razem tym samym autobusem.