Anabella – Rozdział CXXXVIII
Kiedy wyposażony w kluczyki do opla i niezbędne wskazówki Chudy opuścił mieszkanie Majka i na schodach ucichły jego kroki, Iza odruchowo zerknęła na zegar zawieszony nad lustrem – była prawie dwudziesta trzecia.
Kiedy wyposażony w kluczyki do opla i niezbędne wskazówki Chudy opuścił mieszkanie Majka i na schodach ucichły jego kroki, Iza odruchowo zerknęła na zegar zawieszony nad lustrem – była prawie dwudziesta trzecia.
Obiad na Narutowicza Iza zjadła tylko z panem Stanisławem, zostawiając porcję do odgrzania dla Kacpra, który rano gromko zapowiedział, że udaje się na miasto szukać pracy i od tamtej pory jeszcze nie wrócił, a następnie, przywdziawszy lekki płaszcz przeciwdeszczowy, ze ściśniętym sercem udała się do Anabelli.
Mimo że jej zmiana w Anabelli zaczynała się dopiero osiemnastej, Iza udała się do pracy godzinę wcześniej, by dopilnować naprawy zmywarki, na którą umówiła Ziębę.
Cichy szelest wiatru w liściach platana, jakieś odległe śmiechy i okrzyki rozbawionych ludzi oraz dźwięk silników samochodów przejeżdżających od czasu do czasu spokojną uliczką na tyłach wysokich kamienic tworzyły swoisty nastrój pogranicza późnego wieczoru i wczesnej wrześniowej nocy.
„Dobra, załatwione” – odetchnęła Iza, odłożywszy telefon na biurko szefa. – „Teraz wracamy na salę. Ciekawe, czy Zuzia już jest?”
– Dobra, to teraz stańcie tutaj równo w szeregu – polecił koleżankom przejęty swoją rolą Chudy.
– Czyli jednak nie chodziło mu o Lodzię? – upewnił się Majk, stawiając na biurku talerz zupy przyniesiony z kuchni. – O, proszę… tu jest łyżka. Jesteś tego pewna?
– Proszę mi wybaczyć te niedogodności, pani Izo – powiedział Krawczyk, kiedy po zakończeniu interwencji zespołu obsługi Iza z powrotem zajęła swoje miejsce na krześle i z przyjemnością zanurzyła usta w świeżej kawie. – Niestety mój stan zdrowia ma swoje wymagania.
Nawigacja zamontowana na przedniej szybie peugeota wskazywała Izie, że znajduje się już niedaleko celu.
Kiedy Iza i Pablo wyszli do ogrodu, dość mocno już podchmielone towarzystwo, które, zażywszy wieczornych przechadzek po okolicy, zebrało się na nowo, by kontynuować rozmowy przy piwie, powitało ich gromkim okrzykiem radości.