Anabella – Rozdział CLI
– Iza, ktoś do ciebie! – rzuciła Kamila, wskazując na młodego mężczyznę ze złotym łańcuchem na szyi, który czekał pod ścianą dokładnie w tym samym miejscu co dwa tygodnie wcześniej.
– Iza, ktoś do ciebie! – rzuciła Kamila, wskazując na młodego mężczyznę ze złotym łańcuchem na szyi, który czekał pod ścianą dokładnie w tym samym miejscu co dwa tygodnie wcześniej.
„Wygląda to naprawdę nieźle” – myślała Iza, zmierzając na uczelnię ulicą tonącą w brzasku poranka, wciąż przepełniona wspomnieniami wczorajszej wizyty w nowym lokalu na Czechowie.
Uczelniane korytarze, napełnione gwarem w pierwszy dzień nowego roku akademickiego, wydały się dziś Izie jakimś innym światem, odległym o miliony lat świetlnych od tego, który opuściła przed wakacjami.
– Aż tyle ci tego dał? – zdziwił się pochylony nad otwartym bagażnikiem peugeota Majk, ostrożnie przekładając butelki z winem do przywiezionej z Anabelli brezentowej torby.
– Dobrze, pani Izabello – podjął Krawczyk, kiedy z powrotem zasiedli w sypialni po zmianie materaca i rekonfiguracji poduszek na jego łóżku. – Do obiadu mamy jeszcze ponad pół godziny, więc, nie tracąc już czasu, chciałbym wrócić do tamtego tematu… tego, na którym zakończyliśmy nasze poprzednie spotkanie. Bo mam nadzieję, że pamięta pani, o czym, czy też raczej o kim rozmawialiśmy, prawda? – zerknął na nią znacząco.
„To jednak będzie trudniejsze, niż sądziłam” – myślała smętnie Iza, mijając kolejne skrzyżowanie, na którym, jak pamiętała, należało skręcić w prawo.
Światło pogodnego niedzielnego poranka wlewało się do salonu przez niedbale zaciągnięte zasłony, a sądząc po jego natężeniu, mogła być godzina piąta, może nawet wpół do szóstej.
„Wraca w poniedziałek!” – cieszyła się Iza, zmierzając pustym, oświetlonym latarniami chodnikiem w stronę Bernardyńskiej.
Za uchylonym, obleczonym w śnieżnobiałą firankę oknem szumiały liście jesionu trącane podmuchami wrześniowego wiatru.
– Iza, wychodzisz gdzieś teraz? – zaciekawił się Kacper, wyglądając z kuchni do przedpokoju, gdzie Iza, z nieco chmurną miną wyrażającą wysoki poziom skupienia i napięcia, właśnie zakładała buty.