Anabella – Rozdział CXLV
Światło pogodnego niedzielnego poranka wlewało się do salonu przez niedbale zaciągnięte zasłony, a sądząc po jego natężeniu, mogła być godzina piąta, może nawet wpół do szóstej.
Światło pogodnego niedzielnego poranka wlewało się do salonu przez niedbale zaciągnięte zasłony, a sądząc po jego natężeniu, mogła być godzina piąta, może nawet wpół do szóstej.
„Wraca w poniedziałek!” – cieszyła się Iza, zmierzając pustym, oświetlonym latarniami chodnikiem w stronę Bernardyńskiej.
Za uchylonym, obleczonym w śnieżnobiałą firankę oknem szumiały liście jesionu trącane podmuchami wrześniowego wiatru.
– Iza, wychodzisz gdzieś teraz? – zaciekawił się Kacper, wyglądając z kuchni do przedpokoju, gdzie Iza, z nieco chmurną miną wyrażającą wysoki poziom skupienia i napięcia, właśnie zakładała buty.
„Cudownie!” – pomyślała z zachwytem Iza, poprawiając ostatnią fałdę nowych zasłon w kolorze piaskowego beżu, które właśnie skończyła wieszać w salonie na Bernardyńskiej. – „O to właśnie chodziło!”
– Dziękuję pani – powiedziała cicho Magdalena, ocierając oczy rogiem wymiętej chusteczki higienicznej.
– O, Iza, jesteś wreszcie! – ucieszył się Kacper, kiedy Iza weszła do kuchni po trzygodzinnej drzemce.
Kiedy wyposażony w kluczyki do opla i niezbędne wskazówki Chudy opuścił mieszkanie Majka i na schodach ucichły jego kroki, Iza odruchowo zerknęła na zegar zawieszony nad lustrem – była prawie dwudziesta trzecia.
Obiad na Narutowicza Iza zjadła tylko z panem Stanisławem, zostawiając porcję do odgrzania dla Kacpra, który rano gromko zapowiedział, że udaje się na miasto szukać pracy i od tamtej pory jeszcze nie wrócił, a następnie, przywdziawszy lekki płaszcz przeciwdeszczowy, ze ściśniętym sercem udała się do Anabelli.
Mimo że jej zmiana w Anabelli zaczynała się dopiero osiemnastej, Iza udała się do pracy godzinę wcześniej, by dopilnować naprawy zmywarki, na którą umówiła Ziębę.