Anabella – Rozdział I
„Zawsze będę cię kochać, Misiu” – dumała smutno Iza, wpatrując się zamyślonym wzrokiem w przesuwające się za oknem pociągu jesienne krajobrazy.– „Ciebie i tylko ciebie… mimo wszystko.”
„Zawsze będę cię kochać, Misiu” – dumała smutno Iza, wpatrując się zamyślonym wzrokiem w przesuwające się za oknem pociągu jesienne krajobrazy.– „Ciebie i tylko ciebie… mimo wszystko.”
Niedzielny wieczór czwartego listopada w klubo-restauracji Anabella trwał w najlepsze, studenckie towarzystwo schodziło się coraz liczniej, a ci, którzy pozajmowali już stoliki, popijali przy nich piwo lub drinki w oczekiwaniu na początek dyskoteki zapowiedzianej na godzinę dwudziestą.
Intensywne słońce sierpniowego popołudnia oświetlało wesołym blaskiem parkiet cukierni, do której Lodzia wpadła szybkim krokiem spóźniona o kilkanaście minut.
Julka zaśmiewała się do rozpuku, siedząc na łóżku Lodzi, otoczona kartkami z notatkami do matury, których część walała się również po podłodze.
Sobotni poranek dwudziestego ósmego kwietnia powitał Lodzię bajeczną, wiosenną pogodą i świergoleniem ptaka, który ukrył się w dzikim winie tuż obok jej okna.
– Podjadę po ciebie przed szesnastą na Jeżynową, może być, skarbie? – zapytał Pablo.
– Jak to dobrze, że Lodzia już w lepszym humorze! – cieszyła się Ciotka Lucy na widok rozjaśnionej twarzy dziewczyny, która jak na skrzydłach sfrunęła po schodach na niedzielne śniadanie. – Widzisz, Zosiu, ona ma jednak silne nerwy. Prawdziwa Makówkówna!
Po powrocie do domu Lodzia zamknęła się w pokoju, odmawiając wszelkich wyjaśnień zaniepokojonej jej wyglądem Wielkiej Triadzie.
Jula, nie dam rady dzisiaj ani jutro z tą matmą, umówmy się po weekendzie. Tak brzmiał sms, który wysłała do Julki po nieprzespanej nocy przepłakanej aż do wyczerpania łez.
– Wody, gwiazdeczko? – zagadnął Pablo, odkręcając butelkę.