Anabella – Rozdział XCV
– Iza, szykuj wszystko, okej? – rzucił podenerwowany Robert, kierując się w stronę wyjścia z sypialni. – Torba z rzeczami i dokumenty! Ja lecę po samochód. Na razie siedź spokojnie, Mel, podjadę pod same drzwi i ruszamy!
– Iza, szykuj wszystko, okej? – rzucił podenerwowany Robert, kierując się w stronę wyjścia z sypialni. – Torba z rzeczami i dokumenty! Ja lecę po samochód. Na razie siedź spokojnie, Mel, podjadę pod same drzwi i ruszamy!
Zmrok zapadł już zupełnie, zamieniając wielki dąb w szeleszczącą liśćmi ciemną czeluść gałęzi, widoczną od dołu jak kosmiczna czarna dziura.
– Teraz uważaj, za jakieś dwieście metrów będziemy skręcać w prawo – ostrzegł Majk swą prowadzącą samochód towarzyszkę.
– Uwaga, tniemy!
– Dziękuję panu – uśmiechnęła się Iza, chowając do papierowej teczki swoją kopię rachunku, którą przed chwilą podpisała wraz z hydraulikiem na zakurzonym parapecie mieszkania przy Bernardyńskiej.
Sygnał przychodzącego smsa oderwał Izę od książki, nad którą ślęczała od prawie dwóch godzin, usiłując wkuć do głowy kolejną porcję historii literatury francuskiej.
Nocną zmianę, na której z powodu natłoku klientów cały zespół Anabelli dwoił się i troił, Iza przeżyła jak w transie, ze wszystkich sił starając się odsunąć od siebie dręczące myśli o świeżo zakończonym spotkaniu z Michałem, by móc w pełni skupić na wymagającej uwagi pracy.
Ciepły i pogodny wieczór ostatniego maja roztaczał wokół atmosferę późnej wiosny, tak buzującej świeżą zielenią i bogactwem kolorowych kwiatów, że serce Izy aż wyrywało się z piersi w odruchu spontanicznej radości.
Smakowity zapach jajecznicy na szynce, którą Iza usmażyła na kolację według przepisu podpatrzonego u Majka, natychmiast przyciągnęła do kuchni pana Stanisława.
– Trzymaj się, Izunia! – rzuciła serdecznie Lodzia, ściskając Izę na pożegnanie. – Cudowne przyjęcie! Tej zjawiskowej crème brûlée i tortu z malinami nie zapomnę nigdy! Gratulacje i dla ciebie, i dla Majka!