Anabella – Rozdział LVIII
– Nie no, żarcie jest okej – zapewnił Izę Kacper, gniotąc w obu swoich rękach jej dłoń wyciągniętą ku niemu na blacie stolika w sali widzeń.
– Nie no, żarcie jest okej – zapewnił Izę Kacper, gniotąc w obu swoich rękach jej dłoń wyciągniętą ku niemu na blacie stolika w sali widzeń.
– Szczepciu, co ja widzę? – rzuciła ze zdziwieniem Iza, wchodząc do kuchni pana Szczepana po rozebraniu się z płaszcza. – Wychodziłeś dzisiaj na dwór?
Iza, błagam, musimy się spotkać! Mogłabyś przyjechać do mnie jutro na trzynastą? Bardzo mi zależy. Lodzia. Treść smsa, który przyszedł w środowy wieczór, zaalarmował i zaniepokoił Izę swym dramatycznym tonem, zupełnie niepodobnym do standardowego stylu smsów, jakie w przeszłości dostawała od Lodzi.
– O, tutaj też jest kotka Isabelle! – zaśmiała się Iza, pokazując Majkowi kolejne zdjęcie na wyświetlaczu telefonu.
Pociąg zbliża się do stacji końcowej Lublin. Prosimy o przygotowanie się do wysiadania. Dziękujemy Państwu za wspólną podróż i życzymy miłego pobytu.
– Anne, Isabelle, vous descendez? – zawołał z dołu Jean-Pierre. – Victor est déjà là!*
Cichy szum silników samolotu oraz roztaczające się za oknem bajeczne widoki mijanych po drodze górskich szczytów pokrytych śniegiem i otulonych warstwą białych chmur sprawiały, że Iza popadła w błogie uczucie odrealnienia.
Stuk kół pociągu na torach i przesuwające się za oknem wagonu ośnieżone krajobrazy napełniały duszę Izy radosnym oczekiwaniem na spotkanie z Amelią i Robertem.
„Mam nadzieję, że ten wzór spodoba się Melci” – myślała z zafrasowaniem Iza, pośpiesznym krokiem zmierzając w stronę skrzyżowania z ulicą Narutowicza.
– Prześliczni są – oceniła Justyna, żona Wojtka, przekazując siedzącej obok Dominice dwa telefony, gdzie na ekranie każdego z nich wyświetlone było zdjęcie niemowlęcia. – Popatrz, Dominisiu, to jest Zosieńka… a to Edzio. Urocze słodziaki, nie?