Anabella – Rozdział LV
– O, tutaj też jest kotka Isabelle! – zaśmiała się Iza, pokazując Majkowi kolejne zdjęcie na wyświetlaczu telefonu.
– O, tutaj też jest kotka Isabelle! – zaśmiała się Iza, pokazując Majkowi kolejne zdjęcie na wyświetlaczu telefonu.
Pociąg zbliża się do stacji końcowej Lublin. Prosimy o przygotowanie się do wysiadania. Dziękujemy Państwu za wspólną podróż i życzymy miłego pobytu.
– Anne, Isabelle, vous descendez? – zawołał z dołu Jean-Pierre. – Victor est déjà là!*
Cichy szum silników samolotu oraz roztaczające się za oknem bajeczne widoki mijanych po drodze górskich szczytów pokrytych śniegiem i otulonych warstwą białych chmur sprawiały, że Iza popadła w błogie uczucie odrealnienia.
Stuk kół pociągu na torach i przesuwające się za oknem wagonu ośnieżone krajobrazy napełniały duszę Izy radosnym oczekiwaniem na spotkanie z Amelią i Robertem.
„Mam nadzieję, że ten wzór spodoba się Melci” – myślała z zafrasowaniem Iza, pośpiesznym krokiem zmierzając w stronę skrzyżowania z ulicą Narutowicza.
– Prześliczni są – oceniła Justyna, żona Wojtka, przekazując siedzącej obok Dominice dwa telefony, gdzie na ekranie każdego z nich wyświetlone było zdjęcie niemowlęcia. – Popatrz, Dominisiu, to jest Zosieńka… a to Edzio. Urocze słodziaki, nie?
„Zatrzymany na czterdzieści osiem godzin” – myślała ze smutkiem Iza, idąc po skrzypiącym śniegu w stronę ulicy Zamkowej.
– Dziękuję, panie Piotrze – skinęła głową Iza, podając rękę swojemu rozmówcy po odprowadzeniu go na środek sali. – Upewnię się jeszcze… we wtorek i w czwartek możemy liczyć na dostawę, a tylko w sobotę mamy wysłać do państwa własny transport?
– Daniel! – ucieszyła się Iza, podchodząc do chłopaka, który właśnie zbiegł ze schodów w drodze do szatni.